Hej kochani!
Dawno mnie tutaj nie było, aż dziwnie się czuję pisząc to.
Chciałam was tylko poinformować, że postanowiłam poprawić to opowiadanie. Właściwie to rozdziały są napisane od nowa. Jest to moje pierwsze opowiadanie, dlatego w rozdziałach nachodzi wiele popraw i zmian. Jeśli jesteście ciekawi tej zmiany zapraszam do ponownego czytania. Rozdziały poprawione są oznaczone gwiazdką *, więc nie będziecie mieli trudności ze znalezieniem ich. Miłego czytania.
niedziela, 11 października 2015
sobota, 16 listopada 2013
Rozdział 65 "Tylko twój cień"
WAŻNA NOTKA POD ROZDZIAŁEM!
___________________________________
Jenny's POV
Upadłam na swoje kolana, gdy ujrzałam jak ciało Justina bezwładnie upada na ziemie. Miałam szeroko otworzone oczy w szoku. Nie mogłam uwierzyć w to co właśnie się dzieje. Byłam pewnawrto tylko kolejny chory rozdziałami. męczy mnie w nocy. Marzyłam o tym, aby tak było, ale rzeczywistość okazała się tym koszmarem. Justin został postrzelony, przeze mnie.
-Gliny! - usłyszałam przytłumiony krzyk z dala. Wszystko teraz było dla mnie takie dalekie, nie chciałam nic słyszeć. Poczułam ciepłą ciecz na moich ustach i zorientowałam się, że to moje łzy. Moje ciało było oszołomione nie mogłam się ruszyć, lecz musiałam. Musiałam iść do Justina, musiałam być przy nim. Uniosłam się szybko na moich nogach i podbiegłam do miejsca, w którym leżał Justin. Opadłam przed nim na kolana i zaczęłam szlochać. Wzięłam w swoją dłoń jego i podniosłam ją do swoich ust i zaczęłam ją gorączkowo całować.
-Proszę cię, Justin nie zostawiaj mnie. Kocham Cię i nigdy nie przestanę. Jesteś mój, nie możesz mi tego zrobić.. Wyjdziesz z tego – nie reagował na moje słowa, ciągle miał zamknięte oczy a jego ciało nie wykonało żadnego ruchu. - Proszę cię – załkałam. Poczułam czyjąś dłoń ściskającą moją rękę i podnoszącą mnie do góry.
-Jenny, musimy stąd iść – Andre pociągnął mnie w stronę wyjścia.
-Nie, j-ja muszę zostać z Justinem, o-oni go postrzelili – załkałam.
-Tak, Jenny będzie wszystko dobrze. Justin chciałby, żebym jak najszybciej cię stąd zabrał, żeby nic ci się nie stało. Pogotowie za chwilę przyjedzie, on wyjdzie z tego, Jenny. On nie chciałby, żebyś widziała go w takim stanie – pociągnął mnie znów za siebie.
-Nigdzie nie idę – krzyknęłam rozpaczliwie, lecz nie dałam mu rady. Przerzucił mnie przez swoje ramie i ruszył w stronę wyjścia. Nie udało mi się wyrwać z jego uścisku ani wybłagać go, aby mnie zostawił. Nic do niego nie dochodziło, a ja tylko chciałam być przy Justinie. Chciałam mieć pewność, że wszystko będzie dobrze. Nie mogłam powstrzymać swoich łez, w mojej głowie cały czas pojawiały się najczarniejsze scenariusze.
-Jenny, proszę cię nie płacz. Wszystko będzie dobrze – powiedział troskliwie.
Gdy wyszliśmy na zewnątrz było tam mnóstwo ludzi i radiowozów. Obok nas przebiegali policjanci, a do moich uszu dobiegł dźwięk karetki. Przyjechali po Justina, uratują go. Nawet nie zauważyłam kiedy Andre otworzył drzwi od samochodu. Posadził mnie na tylnym siedzeniu i zagrodził drogę ucieczki swoim ciałem.
-Jenny, słuchaj mnie teraz uważnie. Chris wraz ze swoimi ludźmi dalej gdzieś tu jest. Nie możesz nigdzie wychodzić, ja pójdę sprawdzić co z Justinem. Tutaj jesteś bezpieczna, poproszę jednego z policjantów, aby obserwował samochód. Obiecuj mi, że nigdzie nie wyjdziesz – powiedział, patrząc na mnie zmartwiony.
Nie powiedziałam nic, tylko skinęłam głową. Nie było mnie stać na nic więcej. Nie miałam pojęcia co mam ze sobą zrobić. Brat zamknął drzwi od samochodu i oddalił się. Przyciągnęłam nogi do swojej klatki piersiowej i znów zaczęłam płakać. Nie mogłam nic na to poradzić, tak cholernie się o niego martwiłam. To wszystko moja wina. Gdybym tam nie przyjechała, nie rozproszyłabym go i nic by się nie stało. Cholera, to przeze mnie Justin został postrzelony. Wszystko byłoby pod kontrolą, gdyby nie ja. Lena miała racje, a ja wszystko spieprzyłam. Poczucie winy uderzyło we mnie z ogromną siłą. Chłopak, którego kocham został postrzelony. Zniszczyłam wszystko. Zacisnęłam mocno oczy a łzy spływały po moich policzkach. Wszystkie wspomnienia związane z Justinem przeleciały przed moimi oczami.
Chwila poznania.
„- Szukałaś mnie? - zapytał z łobuzerskim uśmiechem na ustach. A ja stałam i dalej wpatrywałam się w jego brązowe oczy. Były takie hipnotyzujące, piękne. Po chwili jednak otrząsnęłam się. Przecież zadał mi pytanie. - Nie! - odparłam szybko. Zbyt szybko, ponieważ od razu było słychać, że kłamię. Wbiłam wzrok w ziemię, by jeszcze bardziej nie pogrążyć samej siebie. - Ja tylko chciałam spytać, czy wiesz... gdzie jest sala pięćdziesiąt cztery? - wymyśliłam szybko, by nie wyjść w jego oczach na jeszcze większą idiotkę. - Słońce, stoimy pod tą salą - zaśmiał się i wskazał palcem na drzwi obok nas. - A tak przypadkiem nie chodzisz do tej szkoły już drugi rok? - uśmiechnął się. - Ehh... no wiesz, zapomniałam? - kolejne kłamstwo wypłynęło z moich ust, a ja wciąż unikałam jego wzroku. - A może dlatego mnie szukałaś, bo kogoś ci przypominałem? - powiedział w tym samym momencie, w którym zadzwonił dzwonek. Uśmiechnął się do mnie jeszcze raz i odszedł.”
Wyznanie.
„- Przepraszam... - szepnął.
- Przepraszasz? - zapytałam zaskoczona.
- Tak, spieprzyłem sprawę. Nie chciałem tego. Zaczęłaś mnie lubić – lekko się uśmiechnął. – A ja to spieprzyłem, choć to jest dla mnie bardzo ważne, bo... - uciął, lecz po chwili kontynuował – Bo też cię lubię. Jesteś niesamowita. Jesteś pierwszą dziewczyną, przy której czuję się inaczej, lepiej i potrafię być sobą. Jak cię wtedy pocałowałem, to było całkiem inaczej niż z innymi dziewczynami. Nie było w tym samego pragnienia, tylko coś więcej. Poczułem... dobra, to jest głupie - wstał. – Może lepiej będzie, jak już pójdę – zmieszany ruszył w stronę drzwi, chcąc wyjść.
- Nie, stój! - krzyknęłam za nim. Odwrócił się do mnie. - Co poczułeś? - zapytała. - Nie wiem. Coś innego, niesamowitego. Nieznane uczucie... - spojrzał na mnie a jego kąciki lekko drgnęły ku górze.”
Pocałunek.
„- Podobał ci się wczorajszy pocałunek? - zbliżył się do mnie, a ja się cofnęłam. - Wiem, że tobie na pewno się podobał - mruknęłam. - To nie jest odpowiedź na moje pytanie. Wystarczy „tak” lub „nie”, więc? - spojrzał mi w oczy, a ja uniknęłam jego wzroku. - Nie wiem... był inny, no wiesz... - zaczęłam kręcić nie wiedząc, co na to odpowiedzieć. - To może inaczej, chciałabyś go powtórzyć? - zaczął się do mnie przybliżać coraz bardziej, a ja szłam do tyłu, aż w końcu napotkałam ścianę. On już był przy mnie, wziął mój podbródek w swoje palce i podniósł do góry, abym spojrzała mu w oczy. Zbliżył swoją twarz do mojej tak, że dzieliły nas tylko centymetry - Chcesz mnie pocałować, Jenny? - przełknęłam głośno ślinę i wpatrywałam się w jego czekoladowe tęczówki. Pokręciłam wolno głową na nie, chociaż było to kłamstwo. Zbliżył się jeszcze bardziej, że czułam już jego ciepły oddech na swoich ustach. - Jesteś pewna? - spojrzałam na jego idealne, malinowe usta i zaparło mi dech w piersiach. Tak, bardzo chciałam go pocałować. Spojrzałam znowu w jego oczy, a on się uśmiechnął. Delikatnie musnął moje usta swoimi, przez co po moim ciele przeszedł dreszcz. Nie mogłam się powstrzymać i przycisnęłam swoje usta do jego i objęłam rękoma jego policzki. Justin objął mnie w talii, przyciągnął jeszcze bliżej siebie i pogłębił pocałunek.”
Usłyszałam pukanie do okna i szybko otworzyłam oczy. Andre pokazał mi ręką abym wysiadła z samochodu. Otworzyłam drzwi i stanęłam przed bratem. Spojrzałam na niego i mogłam od razu zobaczyć, że coś jest nie tak. Był strasznie zdenerwowany i cały czas bawił się skrawkiem swojej koszulki co zawsze robił jak był mały w nerwowych momentach.
-Co się dzieje, Andre? - zapytałam cicho.
-Tak mi przykro, Jenny – szepnął smutno.
-Dlaczego jest ci przykro? - zapytałam, modląc się, żeby z Justinem było wszystko w porządku.
-On.. - urwał myśląc nad tym co powiedzieć dalej. - Justin..
-Nie.. - łzy znów wypełniły moje oczy.
-On odszedł.. - szepnął.
-Nie prawda.. On żyje.. Żartujesz sobie ze mnie! Dlaczego mnie kłamiesz? - zaczęłam gorączkowo krzyczeć. - On nie odszedł, zaraz wyjdzie przez te drzwi. On nie odszedł – próbowałam się przekonać. - On żyje – załkałam. - Dlaczego kłamiesz? - opadłam na kolana.
-Jenny.. - szepnął i ukucnął obok mnie i położył rękę na moim ramieniu.
-To nie prawda! Justin żyje! - krzyknęłam i odtrąciłam jego rękę. Dłońmi objęłam swoje kolana i przyciągnęłam do siebie. Nie mogłam przerwać tego rozpaczliwego płaczu. Smutek i ból mnie ogarnął nie czułam nic więcej. Nie mogłam przyjąć do siebie jego słów. To jest niemożliwe. On nie może... nie żyć.
-Gdzie on jest? - spytałam łamiącym się głosem.
-Nie możesz go zobaczyć, zabrali go – odparł cicho. Spróbował mnie przytulić, lecz go odepchnęłam.
-Chcę być sama – załkałam.
-Nie zostawię cię teraz – pokręcił głową.
-Zostaw mnie w spokoju! - wstałam i zaczęłam od niego odchodzić.
-Jenny! - krzyknął. - Proszę cię..
Zignorowałam go i ruszyłam dalej przed siebie, nie przestając płakać. Próbowałam zrozumieć te wszystkie informacje, lecz nie chciałam w nie wierzyć. Nie może go tu nie być.
Mieliśmy być razem na zawsze.
„- Dlaczego jesteś tego taki pewny? - zapytałam głupio.
- Ale czego?
- Tego, że już nigdy nie przestaniesz. Nie możesz tego wiedzieć na pewno, kiedyś może się stać coś... - Jenny, shhh – uciszył mnie, kładąc palec na moich wargach. - Jestem tego pewny. Jestem pewny tego, że to z tobą chcę przejść przez życie. Nie ma nikogo innego, na kim by mi tak bardzo zależało, jak na tobie – dodał. Spojrzałam w jego oczy a w moich zaczęły zbierać się łzy szczęścia. Nie wiedziałam, co na to odpowiedzieć. Może on tylko tak mówi teraz, żeby mnie uszczęśliwić, ale wątpię w to. Jego słowa były szczere, dlatego tak bardzo we mnie uderzyły. Teraz byłam pewna tego, że przejdę przez to wszystko razem z Justinem i już nikt nigdy nas nie rozłączy.”
Jednak coś nas rozłączyło..
Wspólna przyszłość.
„- Jenny, kupimy sobie kiedyś psa? - zapytał Justin.
- Psa? - spojrzałam na niego.
- Tak, najlepiej labradora – odparł.
- Kupimy psa – zachichotałam.
- Zbuduję mu budę – poinformował mnie.
- Justin, co to za temat? - zapytałam.
- Rozmyślam nad naszą przyszłością i widzę w niej psa – wytłumaczył.
- I co jeszcze widzisz? - położyłam się na lewym boku tak, aby znajdować się przodem do Justina.
- Widzę sypialnie, z której nie będziemy w ogóle wychodzić – zaśmiał się, a ja klepnęłam go w ramie.
- Pytam serio – przewróciłam oczami.
- No, odpowiedziałem ci serio – zachichotał.
- A tak na poważnie, widzę ciebie, mnie, śliczny dom, w którym będziemy wychowywać nasze dzieci – opowiedział z uśmiechem.
- Będziemy mieli dzieci? - zapytałam.
- No, jeśli nie będziemy wychodzić z sypialni to będą na pewno – odparł.
- No tak – zaśmiałam się.
- Ile będziemy ich mieli?
- Czwórkę – odparł stanowczo.
- Nie za dużo? - zachichotałam.
- Nie, ja chcę mieć dużo dzieci, Jenny – uśmiechnął się. - Będę wspaniałym ojcem.
- Wiem, Justin – uśmiechnęłam się i pocałowałam go słodko.”
Nasza wspólna przyszłość jest skończona.
Nasza bliskość.
„- Nie, Justin. Widziałam przed chwilą, jak bardzo tego pragniesz, a ja nie mogłam, czułam się jak wtedy gdy... - nie dokończyłam. To było dla mnie trudne i bolesne. - Kocham cię i naprawdę chciałabym, byś był moim pierwszym, chciałabym, żeby to wszystko było cudowne, romantyczne jak z bajki, ale tak nie będzie. Nie da się cofnąć tego, co się stało, to tak bardzo mnie boli. Myślałam, że z dnia na dzień będzie lepiej, zapomnę, ale nie potrafię. Codziennie wieczorem, kiedy kładę się spać, myślę o tym wszystkim, płaczę przez to, że tak ważna część mnie została mi odebrana w brutalny sposób bez mojej zgody. Nie potrafię zapomnieć, choć tak bardzo tego pragnę, nie potrafię – słowa wylewały się ze mnie, a pod koniec wypowiedzi znów zaczęłam płakać.
- Jenny, mówiłem już ci, że ważniejsze jest dla mnie twoje szczęście – uniósł moją głowę tak, aby nasze spojrzenia się spotkały. - Poczekam tyle, ile będziesz chciała. Tak długo aż będziesz gotowa – powiedział i delikatnie się uśmiechnął.
- A jeśli nigdy nie będę gotowa? - zapytała,.
- Będziesz – uśmiechnął się – pomogę ci zapomnieć. Sprawię tak, aby to był dla ciebie najcudowniejszy moment w życiu – delikatnie musnął moje wargi.”
Nigdy nie przeżyję tych wspaniałych chwili z nim.
Rozwiązanie problemów.
„-Cześć skarbie.. - usłyszałam ten dobrze mi znany chrapliwy głos. - Dzwonię by powiedzieć ci, że nigdy na ciebie nie zasługiwałem. Jesteś warta miłości całego tego świata. Nie zasłużyłaś na to co cie spotkało, nie zasłużyłaś na to całe cierpienie. Wiem, że cię zraniłem, ale nie było innego sposobu na to, żebyśmy spędzili ten czas osobno. Wszystko co powiedziałem było kłamstwem. Nie zrobiłem tego aby cię skrzywdzić, ale po to, żeby cię chronić. Jedyne o czym marzę to twoje bezpieczeństwo i szczęście. Dlatego dzisiaj rozwiążę wszystkie nasze problemy, abyśmy w końcu mogli być szczęśliwi. Kocham Cię, Jenny.. – jego głos się załamał – Przepraszam – zakończył.”
Już nigdy nie będziemy szczęśliwi. Wszystko zniszczyłam i tego nie da się naprawić. Straciłam osobę, którą naprawdę kochałam. Straciłam miłość mojego życia, to cholernie boli. Czułam się słaba nie miałam siły iść dalej. Oparłam się o drzewo i objęłam ramionami swoje ciało. Nie wiedziałam gdzie jestem, nie obchodziło mnie to. Teraz już nic nie jest ważne. Nic nie ma znaczenia, a moje życie straciło sens. Justin był tym dla, którego żyłam.
Usłyszałam szelest liści i odwróciłam głowę za siebie i ujrzałam ten okropny uśmiech, który widziałam, w każdym swoim koszmarze.
-Witaj, Jenny – powiedział zbliżając się do mnie.
-To twoja wina – powiedziałam, a łzy dalej spływały po moich policzkach. Nie czułam już strachu, czułam jedynie ból i wściekłość. - To ty go zabiłeś – warknęłam
-Tak, teraz już nigdy nam nie przeszkodzi – powiedział bez ani krzty poczucia winy.
-Nie zbliżaj się do mnie – powiedziałam i zrobiłam krok w tył.
-Teraz już jesteś tylko moja – uśmiechnął się do mnie.
-Nigdy..- ktoś położył dłoń na moich ustach do moich nozdrzy dotarł dziwny nie znany mi zapach. Próbowałam się wyrwać, lecz na marne. Poczułam zmęczenie, wszystkie moje zmartwienia odeszły i pozostała tylko ciemność.
***
-Jenny? - Justin spojrzał na mnie niepewnie.
-Tak? - zapytałam, uśmiechając się do niego.
-Nie potrafię bez ciebie żyć – powiedział poważnie.
-Ja bez ciebie też, Justin – wtuliłam się w jego tors.
-Jesteś dla mnie jak narkotyk – uśmiechnął się – ale z tego uzależnienia nie zamierzam zrezygnować.
-Nawet nie wiesz, jak bardzo mnie to cieszy – musnęłam jego klatkę piersiową, nie mogąc przestać się uśmiechać.
-Mam coś dla ciebie – powiedział szczęśliwy.
-Kolejna niespodzianka? - zachichotałam.
-Tak – oznajmił i odsunął mnie na chwile od ciebie. Odwrócił się ode mnie i sięgnął do szafki nocnej. Kiedy znów na mnie spojrzał, to nie był już Justin. Otworzyłam szeroko oczy, gdy ujrzałam przed sobą Chrisa.
-Niespodzianka – powiedział rozbawiony. - Teraz jesteś tylko moja.
~.~.~.~
Obudziłam się ciężko oddychając. Chciałam szybko podnieść się z łóżka, lecz coś nie dawało mi się od niego oderwać. Spojrzałam, w górę i ujrzałam moje dwie dłonie przywiązane do ramy łóżka. Moje nogi tak samo jak ręce zostały związane linami, aby uniemożliwić mi ruch.
Zacisnęłam mocno łzy modląc się o to aby ten koszmar już się skończył. Wolałam już umrzeć niż dalej tutaj tkwić. Nie obchodziło mnie już to, że Chris w końcu mnie złapał. Justina już nie było to nie był zły koszmar tylko rzeczywistość. Chciałam być teraz przy Justinie, pragnęłam aby teraz mnie przytulił pocałował i powiedział, że wszystko będzie dobrze i że przy nim jestem bezpieczna. Chciałabym, aby zapewniał mnie, że już nigdy nikt mnie nie skrzywdzi. Pragnę by mówił mi jak bardzo mnie kocha i ile dla niego znaczę. Już nigdy tego nie usłyszę. Już nigdy nie będę kochać i już nigdy nie będę kochana.
Poczułam, że łóżko ugina się pod kimś, więc szybko otworzyłam oczy.
-Dzień dobry, księżniczko. W końcu się obudziłaś – powiedział Chris, zbliżając się do mnie. Zaczął jeździć swoją szorstką dłonią po moim ramieniu. - Potrzebuję cię dzisiaj, dużo się działo i chcę się od tego na chwilę oderwać. - powiedział i zbliżył się do mnie tak, że teraz unosił się nade mną, a ja nie mogłam nic z tym zrobić.
Zacisnęłam oczy, modląc się o to aby on zniknął. Nie chciałam by to znów się stało. To za dużo jak dla mnie. Nie zniosę już więcej bólu. Nic nie zrobiłam, nie próbowałam go odwieść od pomysłu nadużycia mnie. Po prostu leżałam i zaciskałam oczy, próbując zapomnieć o wszystkim co się dzieje i co stało się wcześniej. Poczułam jego dłoń na pod moją bluzką, przez co moje ciało całe zesztywniało.
-Tym razem nie będziesz mnie błagać? - zapytał wyraźnie zdziwiony. - Justin nie byłby zadowolony, gdyby dowiedział się, że tak po prostu się poddałaś – zaśmiał się.
Łzy zaczęły spływać mi po policzkach przez wspomnienie jego imienia.
-Podoba mi się to – powiedział i zaczął odsłaniać moje ciało. Poczułam jego usta na moim brzuchu i sunące w górę ręce. Przygryzłam mocno wargę i odchyliłam głowę do tyłu, aby nie musieć na to patrzeć. To Justin miał być na jego miejscu.
-Teraz jesteś moja – mruknął w moją skórę. - Justin mi cię nie odbierze – powiedział i zjechał dłonią na zapięcie mojego stanika.
-Jesteś tego pewny? - chrapliwy głos rozniósł się po pokoju, głos Justina. To tylko moja wyobraźnia.
Pocałunki, które czułam przed chwilą na mojej skórze ustały. Nie czułam już na sobie tego obrzydliwego dotyku. Otworzyłam oczy, lecz gdy tylko to zrobiłam wypełniły się one łzami.
-Odsuń się od niej – warknął, kierując pistolet w jego stronę.
-Jak to możliwe? - zapytał Chris z szeroko otworzonymi oczami, nie mogąc uwierzyć w to co się właśnie dzieje.
-Odsuń się kurwa od mojej dziewczyny – krzyknął, Justin.
Posłuchał go wstał i oddalił się ode mnie.
-Myślałeś, że tak po prostu się mnie pozbędziesz? - zapytał. - Zawsze trzeba mieć plan B.
-Wszyscy mówili, że nie żyjesz – syknął.
Zignorował go i ruszył w moją stronę, dalej mierząc w White'a swoją bronią. Ja po prostu się w niego wpatrywałam. Bałam się, że to tylko moja wyobraźnia, że to tylko jego cień, który za chwilę zniknie i już nigdy nie będę mogła go zobaczyć. Poczułam jego dłoń na swojej, rozplątującą więzy.
-Tylko spróbuj się ruszyć, a zastrzele cie – zagroził.
-Justin.. - szepnęłam, gdy w końcu uwierzyłam w to, że to nie jest sen. Moje modlitwy zostały wysłuchane. Justin jest tutaj przede mną i już nigdy mnie nie zostawi.
-Jestem przy tobie, Jenny – szepnął i rozwiązał jedną z moich rąk, następnie zaczynając rozwiązywać drugą. Kiedy w końcu uwolnił wszystkie moje kończyny wstałam zdrętwiała z łóżka i podeszłam do Justina. Spojrzałam na jego twarz i przejechałam palcami po jego policzku, upewniając się czy to nie jest tylko zwykły sen. Poczułam go, Justin żyje. Szybko wtuliłam się w jego ciało a on objął mnie swoją jedną wolną ręką. Łzy szczęścia zaczęły spływać po moich policzkach. - Zabiorę cię stąd – szepnął do mnie.
-Odzyskałeś dziewczynę, teraz możesz już iść – westchnął Chris.
Justin spojrzał na mnie zmartwiony i ujął moją dłoń w swoją. Jego mięśnie automatycznie się napięły kiedy ujrzał moje posiniaczone nadgarstki.
-Jenny, idź do drzwi – powiedział z zaciśniętą szczęką.
-Nie zostawię cię – szepnęłam.
-Idziemy – wziął mnie za rękę i pociągnął w stronę drzwi, dalej celując bronią w White'a. - Już nigdy nie dam ci jej skrzywdzić – warknął. Justin otworzył drzwi przez, które wyszłam, lecz gdy się odwróciłam Justina nie było. Usłyszałam strzał, a moje serce przyśpieszyło. To nie może znów się zdarzyć, nie mogę go stracić. Chciałam wbiec do pomieszczenia, lecz ktoś stanął mi na drodze. Justin przytulił mnie mocno do siebie i zaczął na ucho szeptać mi słowa pocieszenia.
-Już wszystko dobrze, Jenny – szepnął i pogładził dłonią moje plecy. - Jestem przy tobie.
Nie potrafiłam powstrzymać płaczu, po prostu tak bardzo się bałam, że go straciłam, ale on dalej stoi przede mną i mogę go poczuć.
-Musimy stąd jak najszybciej wyjść – pociągnął mnie za sobą w stronę wyjścia, a ja ruszyłam za nim dalej oszołomiona zdarzeniami.
Kiedy znaleźliśmy się już przed budynkiem, jeden z policjantów podszedł do nas.
-Gdzie on jest? - zapytał.
-Na piętrze, pierwsze drzwi po lewej – odparł. Mężczyzna skinął głową i zawołał za sobą innych funkcjonariuszy.
-Nic ci nie jest – powiedziałam, nie przestając śledzić dłonią jego skóry.
-Nic mi nie jest – odparł i znów przyciągnął mnie do siebie. - Nic ci nie zrobił? - zapytał.
-Nie – odparłam krótko. - Nie mogę uwierzyć, że tutaj jesteś – załkałam.
-Przepraszam, Jenny. Wiem, że przeze mnie przeszłaś ostatnio o wiele więcej niż mogłaś znieść, ale od dzisiaj już nie będziesz musiała się o nic martwić – powiedział i oparł swoje czoło o moje. - Już nigdy cię nie opuszczę.
-Obiecujesz? - zapytałam.
-Obiecuję – odparł. - Kocham Cię, Jenny.
-A ja kocham ciebie, Justin – odpowiedziałam. Justin zbliżył się do mnie i złączył nasze usta w pocałunku, którego już nigdy nie zapomnę.
________________________________________________________
No i mamy w końcu ostatni rozdział. Jestem z siebie dumna, efekt zaskoczenia się udał. Przepraszam, że musieliscie tak długo czekać, ale nie miałam pojęcia, że ten rozdział będzie aż tak długi. Mam nadzieje, że się wam podobał i nie zawiedliście się na mnie.
Kocham was bardzo mocno i dziękuję wam za te wszystkie 100 000 wejść i ponad 40 komentarzy pod ostatnim rozdziałem to jest na prawdę wspaniale, ze ktos docenia moja prace i jestem cholernie szczęśliwa, że was mam.
Kocham was i dziękuję, że byliście ze mną przez ten cały czas.
wasza @biebllins
___________________________________
Jenny's POV
Upadłam na swoje kolana, gdy ujrzałam jak ciało Justina bezwładnie upada na ziemie. Miałam szeroko otworzone oczy w szoku. Nie mogłam uwierzyć w to co właśnie się dzieje. Byłam pewnawrto tylko kolejny chory rozdziałami. męczy mnie w nocy. Marzyłam o tym, aby tak było, ale rzeczywistość okazała się tym koszmarem. Justin został postrzelony, przeze mnie.
-Gliny! - usłyszałam przytłumiony krzyk z dala. Wszystko teraz było dla mnie takie dalekie, nie chciałam nic słyszeć. Poczułam ciepłą ciecz na moich ustach i zorientowałam się, że to moje łzy. Moje ciało było oszołomione nie mogłam się ruszyć, lecz musiałam. Musiałam iść do Justina, musiałam być przy nim. Uniosłam się szybko na moich nogach i podbiegłam do miejsca, w którym leżał Justin. Opadłam przed nim na kolana i zaczęłam szlochać. Wzięłam w swoją dłoń jego i podniosłam ją do swoich ust i zaczęłam ją gorączkowo całować.
-Proszę cię, Justin nie zostawiaj mnie. Kocham Cię i nigdy nie przestanę. Jesteś mój, nie możesz mi tego zrobić.. Wyjdziesz z tego – nie reagował na moje słowa, ciągle miał zamknięte oczy a jego ciało nie wykonało żadnego ruchu. - Proszę cię – załkałam. Poczułam czyjąś dłoń ściskającą moją rękę i podnoszącą mnie do góry.
-Jenny, musimy stąd iść – Andre pociągnął mnie w stronę wyjścia.
-Nie, j-ja muszę zostać z Justinem, o-oni go postrzelili – załkałam.
-Tak, Jenny będzie wszystko dobrze. Justin chciałby, żebym jak najszybciej cię stąd zabrał, żeby nic ci się nie stało. Pogotowie za chwilę przyjedzie, on wyjdzie z tego, Jenny. On nie chciałby, żebyś widziała go w takim stanie – pociągnął mnie znów za siebie.
-Nigdzie nie idę – krzyknęłam rozpaczliwie, lecz nie dałam mu rady. Przerzucił mnie przez swoje ramie i ruszył w stronę wyjścia. Nie udało mi się wyrwać z jego uścisku ani wybłagać go, aby mnie zostawił. Nic do niego nie dochodziło, a ja tylko chciałam być przy Justinie. Chciałam mieć pewność, że wszystko będzie dobrze. Nie mogłam powstrzymać swoich łez, w mojej głowie cały czas pojawiały się najczarniejsze scenariusze.
-Jenny, proszę cię nie płacz. Wszystko będzie dobrze – powiedział troskliwie.
Gdy wyszliśmy na zewnątrz było tam mnóstwo ludzi i radiowozów. Obok nas przebiegali policjanci, a do moich uszu dobiegł dźwięk karetki. Przyjechali po Justina, uratują go. Nawet nie zauważyłam kiedy Andre otworzył drzwi od samochodu. Posadził mnie na tylnym siedzeniu i zagrodził drogę ucieczki swoim ciałem.
-Jenny, słuchaj mnie teraz uważnie. Chris wraz ze swoimi ludźmi dalej gdzieś tu jest. Nie możesz nigdzie wychodzić, ja pójdę sprawdzić co z Justinem. Tutaj jesteś bezpieczna, poproszę jednego z policjantów, aby obserwował samochód. Obiecuj mi, że nigdzie nie wyjdziesz – powiedział, patrząc na mnie zmartwiony.
Nie powiedziałam nic, tylko skinęłam głową. Nie było mnie stać na nic więcej. Nie miałam pojęcia co mam ze sobą zrobić. Brat zamknął drzwi od samochodu i oddalił się. Przyciągnęłam nogi do swojej klatki piersiowej i znów zaczęłam płakać. Nie mogłam nic na to poradzić, tak cholernie się o niego martwiłam. To wszystko moja wina. Gdybym tam nie przyjechała, nie rozproszyłabym go i nic by się nie stało. Cholera, to przeze mnie Justin został postrzelony. Wszystko byłoby pod kontrolą, gdyby nie ja. Lena miała racje, a ja wszystko spieprzyłam. Poczucie winy uderzyło we mnie z ogromną siłą. Chłopak, którego kocham został postrzelony. Zniszczyłam wszystko. Zacisnęłam mocno oczy a łzy spływały po moich policzkach. Wszystkie wspomnienia związane z Justinem przeleciały przed moimi oczami.
Chwila poznania.
„- Szukałaś mnie? - zapytał z łobuzerskim uśmiechem na ustach. A ja stałam i dalej wpatrywałam się w jego brązowe oczy. Były takie hipnotyzujące, piękne. Po chwili jednak otrząsnęłam się. Przecież zadał mi pytanie. - Nie! - odparłam szybko. Zbyt szybko, ponieważ od razu było słychać, że kłamię. Wbiłam wzrok w ziemię, by jeszcze bardziej nie pogrążyć samej siebie. - Ja tylko chciałam spytać, czy wiesz... gdzie jest sala pięćdziesiąt cztery? - wymyśliłam szybko, by nie wyjść w jego oczach na jeszcze większą idiotkę. - Słońce, stoimy pod tą salą - zaśmiał się i wskazał palcem na drzwi obok nas. - A tak przypadkiem nie chodzisz do tej szkoły już drugi rok? - uśmiechnął się. - Ehh... no wiesz, zapomniałam? - kolejne kłamstwo wypłynęło z moich ust, a ja wciąż unikałam jego wzroku. - A może dlatego mnie szukałaś, bo kogoś ci przypominałem? - powiedział w tym samym momencie, w którym zadzwonił dzwonek. Uśmiechnął się do mnie jeszcze raz i odszedł.”
Wyznanie.
„- Przepraszam... - szepnął.
- Przepraszasz? - zapytałam zaskoczona.
- Tak, spieprzyłem sprawę. Nie chciałem tego. Zaczęłaś mnie lubić – lekko się uśmiechnął. – A ja to spieprzyłem, choć to jest dla mnie bardzo ważne, bo... - uciął, lecz po chwili kontynuował – Bo też cię lubię. Jesteś niesamowita. Jesteś pierwszą dziewczyną, przy której czuję się inaczej, lepiej i potrafię być sobą. Jak cię wtedy pocałowałem, to było całkiem inaczej niż z innymi dziewczynami. Nie było w tym samego pragnienia, tylko coś więcej. Poczułem... dobra, to jest głupie - wstał. – Może lepiej będzie, jak już pójdę – zmieszany ruszył w stronę drzwi, chcąc wyjść.
- Nie, stój! - krzyknęłam za nim. Odwrócił się do mnie. - Co poczułeś? - zapytała. - Nie wiem. Coś innego, niesamowitego. Nieznane uczucie... - spojrzał na mnie a jego kąciki lekko drgnęły ku górze.”
Pocałunek.
„- Podobał ci się wczorajszy pocałunek? - zbliżył się do mnie, a ja się cofnęłam. - Wiem, że tobie na pewno się podobał - mruknęłam. - To nie jest odpowiedź na moje pytanie. Wystarczy „tak” lub „nie”, więc? - spojrzał mi w oczy, a ja uniknęłam jego wzroku. - Nie wiem... był inny, no wiesz... - zaczęłam kręcić nie wiedząc, co na to odpowiedzieć. - To może inaczej, chciałabyś go powtórzyć? - zaczął się do mnie przybliżać coraz bardziej, a ja szłam do tyłu, aż w końcu napotkałam ścianę. On już był przy mnie, wziął mój podbródek w swoje palce i podniósł do góry, abym spojrzała mu w oczy. Zbliżył swoją twarz do mojej tak, że dzieliły nas tylko centymetry - Chcesz mnie pocałować, Jenny? - przełknęłam głośno ślinę i wpatrywałam się w jego czekoladowe tęczówki. Pokręciłam wolno głową na nie, chociaż było to kłamstwo. Zbliżył się jeszcze bardziej, że czułam już jego ciepły oddech na swoich ustach. - Jesteś pewna? - spojrzałam na jego idealne, malinowe usta i zaparło mi dech w piersiach. Tak, bardzo chciałam go pocałować. Spojrzałam znowu w jego oczy, a on się uśmiechnął. Delikatnie musnął moje usta swoimi, przez co po moim ciele przeszedł dreszcz. Nie mogłam się powstrzymać i przycisnęłam swoje usta do jego i objęłam rękoma jego policzki. Justin objął mnie w talii, przyciągnął jeszcze bliżej siebie i pogłębił pocałunek.”
Usłyszałam pukanie do okna i szybko otworzyłam oczy. Andre pokazał mi ręką abym wysiadła z samochodu. Otworzyłam drzwi i stanęłam przed bratem. Spojrzałam na niego i mogłam od razu zobaczyć, że coś jest nie tak. Był strasznie zdenerwowany i cały czas bawił się skrawkiem swojej koszulki co zawsze robił jak był mały w nerwowych momentach.
-Co się dzieje, Andre? - zapytałam cicho.
-Tak mi przykro, Jenny – szepnął smutno.
-Dlaczego jest ci przykro? - zapytałam, modląc się, żeby z Justinem było wszystko w porządku.
-On.. - urwał myśląc nad tym co powiedzieć dalej. - Justin..
-Nie.. - łzy znów wypełniły moje oczy.
-On odszedł.. - szepnął.
-Nie prawda.. On żyje.. Żartujesz sobie ze mnie! Dlaczego mnie kłamiesz? - zaczęłam gorączkowo krzyczeć. - On nie odszedł, zaraz wyjdzie przez te drzwi. On nie odszedł – próbowałam się przekonać. - On żyje – załkałam. - Dlaczego kłamiesz? - opadłam na kolana.
-Jenny.. - szepnął i ukucnął obok mnie i położył rękę na moim ramieniu.
-To nie prawda! Justin żyje! - krzyknęłam i odtrąciłam jego rękę. Dłońmi objęłam swoje kolana i przyciągnęłam do siebie. Nie mogłam przerwać tego rozpaczliwego płaczu. Smutek i ból mnie ogarnął nie czułam nic więcej. Nie mogłam przyjąć do siebie jego słów. To jest niemożliwe. On nie może... nie żyć.
-Gdzie on jest? - spytałam łamiącym się głosem.
-Nie możesz go zobaczyć, zabrali go – odparł cicho. Spróbował mnie przytulić, lecz go odepchnęłam.
-Chcę być sama – załkałam.
-Nie zostawię cię teraz – pokręcił głową.
-Zostaw mnie w spokoju! - wstałam i zaczęłam od niego odchodzić.
-Jenny! - krzyknął. - Proszę cię..
Zignorowałam go i ruszyłam dalej przed siebie, nie przestając płakać. Próbowałam zrozumieć te wszystkie informacje, lecz nie chciałam w nie wierzyć. Nie może go tu nie być.
Mieliśmy być razem na zawsze.
„- Dlaczego jesteś tego taki pewny? - zapytałam głupio.
- Ale czego?
- Tego, że już nigdy nie przestaniesz. Nie możesz tego wiedzieć na pewno, kiedyś może się stać coś... - Jenny, shhh – uciszył mnie, kładąc palec na moich wargach. - Jestem tego pewny. Jestem pewny tego, że to z tobą chcę przejść przez życie. Nie ma nikogo innego, na kim by mi tak bardzo zależało, jak na tobie – dodał. Spojrzałam w jego oczy a w moich zaczęły zbierać się łzy szczęścia. Nie wiedziałam, co na to odpowiedzieć. Może on tylko tak mówi teraz, żeby mnie uszczęśliwić, ale wątpię w to. Jego słowa były szczere, dlatego tak bardzo we mnie uderzyły. Teraz byłam pewna tego, że przejdę przez to wszystko razem z Justinem i już nikt nigdy nas nie rozłączy.”
Jednak coś nas rozłączyło..
Wspólna przyszłość.
„- Jenny, kupimy sobie kiedyś psa? - zapytał Justin.
- Psa? - spojrzałam na niego.
- Tak, najlepiej labradora – odparł.
- Kupimy psa – zachichotałam.
- Zbuduję mu budę – poinformował mnie.
- Justin, co to za temat? - zapytałam.
- Rozmyślam nad naszą przyszłością i widzę w niej psa – wytłumaczył.
- I co jeszcze widzisz? - położyłam się na lewym boku tak, aby znajdować się przodem do Justina.
- Widzę sypialnie, z której nie będziemy w ogóle wychodzić – zaśmiał się, a ja klepnęłam go w ramie.
- Pytam serio – przewróciłam oczami.
- No, odpowiedziałem ci serio – zachichotał.
- A tak na poważnie, widzę ciebie, mnie, śliczny dom, w którym będziemy wychowywać nasze dzieci – opowiedział z uśmiechem.
- Będziemy mieli dzieci? - zapytałam.
- No, jeśli nie będziemy wychodzić z sypialni to będą na pewno – odparł.
- No tak – zaśmiałam się.
- Ile będziemy ich mieli?
- Czwórkę – odparł stanowczo.
- Nie za dużo? - zachichotałam.
- Nie, ja chcę mieć dużo dzieci, Jenny – uśmiechnął się. - Będę wspaniałym ojcem.
- Wiem, Justin – uśmiechnęłam się i pocałowałam go słodko.”
Nasza wspólna przyszłość jest skończona.
Nasza bliskość.
„- Nie, Justin. Widziałam przed chwilą, jak bardzo tego pragniesz, a ja nie mogłam, czułam się jak wtedy gdy... - nie dokończyłam. To było dla mnie trudne i bolesne. - Kocham cię i naprawdę chciałabym, byś był moim pierwszym, chciałabym, żeby to wszystko było cudowne, romantyczne jak z bajki, ale tak nie będzie. Nie da się cofnąć tego, co się stało, to tak bardzo mnie boli. Myślałam, że z dnia na dzień będzie lepiej, zapomnę, ale nie potrafię. Codziennie wieczorem, kiedy kładę się spać, myślę o tym wszystkim, płaczę przez to, że tak ważna część mnie została mi odebrana w brutalny sposób bez mojej zgody. Nie potrafię zapomnieć, choć tak bardzo tego pragnę, nie potrafię – słowa wylewały się ze mnie, a pod koniec wypowiedzi znów zaczęłam płakać.
- Jenny, mówiłem już ci, że ważniejsze jest dla mnie twoje szczęście – uniósł moją głowę tak, aby nasze spojrzenia się spotkały. - Poczekam tyle, ile będziesz chciała. Tak długo aż będziesz gotowa – powiedział i delikatnie się uśmiechnął.
- A jeśli nigdy nie będę gotowa? - zapytała,.
- Będziesz – uśmiechnął się – pomogę ci zapomnieć. Sprawię tak, aby to był dla ciebie najcudowniejszy moment w życiu – delikatnie musnął moje wargi.”
Nigdy nie przeżyję tych wspaniałych chwili z nim.
Rozwiązanie problemów.
„-Cześć skarbie.. - usłyszałam ten dobrze mi znany chrapliwy głos. - Dzwonię by powiedzieć ci, że nigdy na ciebie nie zasługiwałem. Jesteś warta miłości całego tego świata. Nie zasłużyłaś na to co cie spotkało, nie zasłużyłaś na to całe cierpienie. Wiem, że cię zraniłem, ale nie było innego sposobu na to, żebyśmy spędzili ten czas osobno. Wszystko co powiedziałem było kłamstwem. Nie zrobiłem tego aby cię skrzywdzić, ale po to, żeby cię chronić. Jedyne o czym marzę to twoje bezpieczeństwo i szczęście. Dlatego dzisiaj rozwiążę wszystkie nasze problemy, abyśmy w końcu mogli być szczęśliwi. Kocham Cię, Jenny.. – jego głos się załamał – Przepraszam – zakończył.”
Już nigdy nie będziemy szczęśliwi. Wszystko zniszczyłam i tego nie da się naprawić. Straciłam osobę, którą naprawdę kochałam. Straciłam miłość mojego życia, to cholernie boli. Czułam się słaba nie miałam siły iść dalej. Oparłam się o drzewo i objęłam ramionami swoje ciało. Nie wiedziałam gdzie jestem, nie obchodziło mnie to. Teraz już nic nie jest ważne. Nic nie ma znaczenia, a moje życie straciło sens. Justin był tym dla, którego żyłam.
Usłyszałam szelest liści i odwróciłam głowę za siebie i ujrzałam ten okropny uśmiech, który widziałam, w każdym swoim koszmarze.
-Witaj, Jenny – powiedział zbliżając się do mnie.
-To twoja wina – powiedziałam, a łzy dalej spływały po moich policzkach. Nie czułam już strachu, czułam jedynie ból i wściekłość. - To ty go zabiłeś – warknęłam
-Tak, teraz już nigdy nam nie przeszkodzi – powiedział bez ani krzty poczucia winy.
-Nie zbliżaj się do mnie – powiedziałam i zrobiłam krok w tył.
-Teraz już jesteś tylko moja – uśmiechnął się do mnie.
-Nigdy..- ktoś położył dłoń na moich ustach do moich nozdrzy dotarł dziwny nie znany mi zapach. Próbowałam się wyrwać, lecz na marne. Poczułam zmęczenie, wszystkie moje zmartwienia odeszły i pozostała tylko ciemność.
***
-Jenny? - Justin spojrzał na mnie niepewnie.
-Tak? - zapytałam, uśmiechając się do niego.
-Nie potrafię bez ciebie żyć – powiedział poważnie.
-Ja bez ciebie też, Justin – wtuliłam się w jego tors.
-Jesteś dla mnie jak narkotyk – uśmiechnął się – ale z tego uzależnienia nie zamierzam zrezygnować.
-Nawet nie wiesz, jak bardzo mnie to cieszy – musnęłam jego klatkę piersiową, nie mogąc przestać się uśmiechać.
-Mam coś dla ciebie – powiedział szczęśliwy.
-Kolejna niespodzianka? - zachichotałam.
-Tak – oznajmił i odsunął mnie na chwile od ciebie. Odwrócił się ode mnie i sięgnął do szafki nocnej. Kiedy znów na mnie spojrzał, to nie był już Justin. Otworzyłam szeroko oczy, gdy ujrzałam przed sobą Chrisa.
-Niespodzianka – powiedział rozbawiony. - Teraz jesteś tylko moja.
~.~.~.~
Obudziłam się ciężko oddychając. Chciałam szybko podnieść się z łóżka, lecz coś nie dawało mi się od niego oderwać. Spojrzałam, w górę i ujrzałam moje dwie dłonie przywiązane do ramy łóżka. Moje nogi tak samo jak ręce zostały związane linami, aby uniemożliwić mi ruch.
Zacisnęłam mocno łzy modląc się o to aby ten koszmar już się skończył. Wolałam już umrzeć niż dalej tutaj tkwić. Nie obchodziło mnie już to, że Chris w końcu mnie złapał. Justina już nie było to nie był zły koszmar tylko rzeczywistość. Chciałam być teraz przy Justinie, pragnęłam aby teraz mnie przytulił pocałował i powiedział, że wszystko będzie dobrze i że przy nim jestem bezpieczna. Chciałabym, aby zapewniał mnie, że już nigdy nikt mnie nie skrzywdzi. Pragnę by mówił mi jak bardzo mnie kocha i ile dla niego znaczę. Już nigdy tego nie usłyszę. Już nigdy nie będę kochać i już nigdy nie będę kochana.
Poczułam, że łóżko ugina się pod kimś, więc szybko otworzyłam oczy.
-Dzień dobry, księżniczko. W końcu się obudziłaś – powiedział Chris, zbliżając się do mnie. Zaczął jeździć swoją szorstką dłonią po moim ramieniu. - Potrzebuję cię dzisiaj, dużo się działo i chcę się od tego na chwilę oderwać. - powiedział i zbliżył się do mnie tak, że teraz unosił się nade mną, a ja nie mogłam nic z tym zrobić.
Zacisnęłam oczy, modląc się o to aby on zniknął. Nie chciałam by to znów się stało. To za dużo jak dla mnie. Nie zniosę już więcej bólu. Nic nie zrobiłam, nie próbowałam go odwieść od pomysłu nadużycia mnie. Po prostu leżałam i zaciskałam oczy, próbując zapomnieć o wszystkim co się dzieje i co stało się wcześniej. Poczułam jego dłoń na pod moją bluzką, przez co moje ciało całe zesztywniało.
-Tym razem nie będziesz mnie błagać? - zapytał wyraźnie zdziwiony. - Justin nie byłby zadowolony, gdyby dowiedział się, że tak po prostu się poddałaś – zaśmiał się.
Łzy zaczęły spływać mi po policzkach przez wspomnienie jego imienia.
-Podoba mi się to – powiedział i zaczął odsłaniać moje ciało. Poczułam jego usta na moim brzuchu i sunące w górę ręce. Przygryzłam mocno wargę i odchyliłam głowę do tyłu, aby nie musieć na to patrzeć. To Justin miał być na jego miejscu.
-Teraz jesteś moja – mruknął w moją skórę. - Justin mi cię nie odbierze – powiedział i zjechał dłonią na zapięcie mojego stanika.
-Jesteś tego pewny? - chrapliwy głos rozniósł się po pokoju, głos Justina. To tylko moja wyobraźnia.
Pocałunki, które czułam przed chwilą na mojej skórze ustały. Nie czułam już na sobie tego obrzydliwego dotyku. Otworzyłam oczy, lecz gdy tylko to zrobiłam wypełniły się one łzami.
-Odsuń się od niej – warknął, kierując pistolet w jego stronę.
-Jak to możliwe? - zapytał Chris z szeroko otworzonymi oczami, nie mogąc uwierzyć w to co się właśnie dzieje.
-Odsuń się kurwa od mojej dziewczyny – krzyknął, Justin.
Posłuchał go wstał i oddalił się ode mnie.
-Myślałeś, że tak po prostu się mnie pozbędziesz? - zapytał. - Zawsze trzeba mieć plan B.
-Wszyscy mówili, że nie żyjesz – syknął.
Zignorował go i ruszył w moją stronę, dalej mierząc w White'a swoją bronią. Ja po prostu się w niego wpatrywałam. Bałam się, że to tylko moja wyobraźnia, że to tylko jego cień, który za chwilę zniknie i już nigdy nie będę mogła go zobaczyć. Poczułam jego dłoń na swojej, rozplątującą więzy.
-Tylko spróbuj się ruszyć, a zastrzele cie – zagroził.
-Justin.. - szepnęłam, gdy w końcu uwierzyłam w to, że to nie jest sen. Moje modlitwy zostały wysłuchane. Justin jest tutaj przede mną i już nigdy mnie nie zostawi.
-Jestem przy tobie, Jenny – szepnął i rozwiązał jedną z moich rąk, następnie zaczynając rozwiązywać drugą. Kiedy w końcu uwolnił wszystkie moje kończyny wstałam zdrętwiała z łóżka i podeszłam do Justina. Spojrzałam na jego twarz i przejechałam palcami po jego policzku, upewniając się czy to nie jest tylko zwykły sen. Poczułam go, Justin żyje. Szybko wtuliłam się w jego ciało a on objął mnie swoją jedną wolną ręką. Łzy szczęścia zaczęły spływać po moich policzkach. - Zabiorę cię stąd – szepnął do mnie.
-Odzyskałeś dziewczynę, teraz możesz już iść – westchnął Chris.
Justin spojrzał na mnie zmartwiony i ujął moją dłoń w swoją. Jego mięśnie automatycznie się napięły kiedy ujrzał moje posiniaczone nadgarstki.
-Jenny, idź do drzwi – powiedział z zaciśniętą szczęką.
-Nie zostawię cię – szepnęłam.
-Idziemy – wziął mnie za rękę i pociągnął w stronę drzwi, dalej celując bronią w White'a. - Już nigdy nie dam ci jej skrzywdzić – warknął. Justin otworzył drzwi przez, które wyszłam, lecz gdy się odwróciłam Justina nie było. Usłyszałam strzał, a moje serce przyśpieszyło. To nie może znów się zdarzyć, nie mogę go stracić. Chciałam wbiec do pomieszczenia, lecz ktoś stanął mi na drodze. Justin przytulił mnie mocno do siebie i zaczął na ucho szeptać mi słowa pocieszenia.
-Już wszystko dobrze, Jenny – szepnął i pogładził dłonią moje plecy. - Jestem przy tobie.
Nie potrafiłam powstrzymać płaczu, po prostu tak bardzo się bałam, że go straciłam, ale on dalej stoi przede mną i mogę go poczuć.
-Musimy stąd jak najszybciej wyjść – pociągnął mnie za sobą w stronę wyjścia, a ja ruszyłam za nim dalej oszołomiona zdarzeniami.
Kiedy znaleźliśmy się już przed budynkiem, jeden z policjantów podszedł do nas.
-Gdzie on jest? - zapytał.
-Na piętrze, pierwsze drzwi po lewej – odparł. Mężczyzna skinął głową i zawołał za sobą innych funkcjonariuszy.
-Nic ci nie jest – powiedziałam, nie przestając śledzić dłonią jego skóry.
-Nic mi nie jest – odparł i znów przyciągnął mnie do siebie. - Nic ci nie zrobił? - zapytał.
-Nie – odparłam krótko. - Nie mogę uwierzyć, że tutaj jesteś – załkałam.
-Przepraszam, Jenny. Wiem, że przeze mnie przeszłaś ostatnio o wiele więcej niż mogłaś znieść, ale od dzisiaj już nie będziesz musiała się o nic martwić – powiedział i oparł swoje czoło o moje. - Już nigdy cię nie opuszczę.
-Obiecujesz? - zapytałam.
-Obiecuję – odparł. - Kocham Cię, Jenny.
-A ja kocham ciebie, Justin – odpowiedziałam. Justin zbliżył się do mnie i złączył nasze usta w pocałunku, którego już nigdy nie zapomnę.
________________________________________________________
No i mamy w końcu ostatni rozdział. Jestem z siebie dumna, efekt zaskoczenia się udał. Przepraszam, że musieliscie tak długo czekać, ale nie miałam pojęcia, że ten rozdział będzie aż tak długi. Mam nadzieje, że się wam podobał i nie zawiedliście się na mnie.
Kocham was bardzo mocno i dziękuję wam za te wszystkie 100 000 wejść i ponad 40 komentarzy pod ostatnim rozdziałem to jest na prawdę wspaniale, ze ktos docenia moja prace i jestem cholernie szczęśliwa, że was mam.
Kocham was i dziękuję, że byliście ze mną przez ten cały czas.
wasza @biebllins
niedziela, 10 listopada 2013
Rozdział 64 "Ostatni błąd"
Jenny's POV
-Kocham Cię, Jenny.. – jego głos się załamał – Przepraszam – zakończył.
Odtwarzałam to nagranie mnóstwo razy aby w końcu dotarło do mnie to co usłyszałam. Kłamał? Co to wszystko znaczy? Wpatrywałam się pusto w przestrzeń przede mną. Kocha mnie? Mętlik jaki miałam teraz w głowie nie był do rozwiązania. Miliony myśli przelatywało przez moją głowę a ja nie mogłam zrozumieć swoich uczuć.
-Kocha mnie – powiedziałam na głos i w końcu to wszystko do mnie doszło.
-Jenny, coś się stało? - zapytała Lena zza drzwi.
Milczałam. Nie mogłam nic z siebie wydusić. Emocje uderzyły na mnie z tak wielką siłą, że nie potrafiłam w tej chwili nic zrobić. Łzy zaczęły niekontrolowanie płynąć po moich policzkach. On mnie kocha. To wszystko było kłamstwo, ale dlaczego? „ Nie było innego sposobu na to, żebyśmy spędzili ten czas osobno” co to oznacza?
-Jen otwórz te cholerne drzwi! - krzyknęła.
Zignorowałam ją. Słowa Justina cały czas na przemian rozbrzmiewały w mojej głowie. „Jesteś warta miłości całego tego świata. Nie zasłużyłaś na to co cie spotkało, nie zasłużyłaś na to całe cierpienie. ” Przygryzłam wargę, odchylając głowę do tyłu i próbując powstrzymać kolejne łzy. „Wszystko co powiedziałem było kłamstwem. Nie zrobiłem tego aby cię skrzywdzić, ale po to, żeby cię chronić.” Nie udało mi się. Łzy zaczęły płynąć po moich policzkach, a wraz z nimi z moich ust wydobył się cichy szloch. „Jedyne o czym marzę to twoje bezpieczeństwo i szczęście. Dlatego dzisiaj rozwiążę wszystkie nasze problemy, abyśmy w końcu mogli być szczęśliwi.” I w końcu to do mnie dotarło. Jest jeden powód przez, który Justin mógł zrobić to wszystko. Chris!
-Jenny, co się stało?! - krzyknęła znów Lena.
Podniosłam się szybko z miejsca i drżącymi dłońmi odblokowałam telefon. Spojrzałam szybko na godzinę, o której przyszła wiadomość. Godzinę temu o 18.30. Schowałam go do kieszeni i szybkim krokiem wyszłam z toalety. Lena stała przed drzwiami zmartwiona. Szybkim ruchem ręki wytarłam swoje łzy.
-Muszę już wychodzić – mruknęłam drżącym głosem.
-Jenny, nie możesz – powiedziała stanowczo.
-Jak to nie mogę? - zmarszczyłam brwi.
-Nie możesz do niego iść – wyjaśniła.
-Skąd wiesz... - urwałam i po chwili zrozumiałam. - Ty o wszystkim wiedziałaś – powiedziałam bardziej do siebie niż do niej.
-Jenny przepraszam, ale..
-Gdzie on jest? - zapytałam.
-Nie mogę ci powiedzieć – spuściła wzrok.
-Lena, powiedz mi w tej chwili gdzie jest do cholery Justin! - krzyknęłam a łzy z niewiadomego powodu znów napłynęły do moich oczu. Byłam wściekła i zrozpaczona.
-Nie mogę.. - szepnęła. - On sobie zasłużył na to Jen. Musi zapłacić za to co ci zrobił.
Popatrzyłam na nią szeroko otwartymi oczami. Nie mogłam w to uwierzyć. Ona wiedziała o wszystkim. Wiedziała o Chrisie i o tym co mi zrobił. To dlatego tak dziwnie się zachowywała przez ten cały czas.
-Jeśli mi nie powiesz..
-To co zrobisz? Jenny zrozum to, że nie możesz tam pójść – oznajmiła.
-Nie wiesz co się ostatnio stało! Nie widziałaś w jakim był stanie kiedy poszedł do Chrisa. Do cholery, Lena powiedz mi gdzie on jest! Nie rozumiesz jak się o niego boję.. muszę go powstrzymać. On nie może ucierpieć z mojego powodu – zaczęłam krzyczeć zrozpaczona. - Chris może go zabić – ostatnie słowa wyszły z moich ust tak cicho, że nie byłam pewna czy mnie usłyszała, lecz mnie one dobiły.
-Jen proszę nie płacz. Wszystko będzie dobrze, oni sobie poradzą. Obiecuję ci to – podeszła do mnie aby mnie przytulić, ale ja się odsunęłam.
-Jeśli mi nie powiesz, zadzwonię to Chrisa i jego się spytam – powiedziałam poważnie, wpatrując się w jej oczy.
-Nie zrobisz tego..
-Zrobię wszystko, żeby dowiedzieć się gdzie on jest – mruknęłam.
Justin's POV
-Musicie go przekonać do tego aby przyznał się do całej swojej winy. Jak tłumaczyłem wam wcześniej musimy mieć jakiś dowód aby móc go aresztować. Gdybyśmy zrobili to teraz nie mielibyśmy nic na niego oprócz twoich i Jennifer zeznań – wytłumaczył jeden z policjantów.
-Nasze zeznania są niczym? - zmarszczyłem brwi.
-Gdyby twoja dziewczyna zgłosiła tą sprawę od razu byłoby inaczej, ale minęło już sporo czasu od tamtego zdarzenia – powiedział.
-On jej groził, bała się – syknąłem.
-Możemy odwołać wszystko dzisiaj i go aresztować, ale zanim wsadzimy go do więzienia miną miesiące, aż w końcu zdobędziemy wystarczającą ilość dowodów na skazanie go..
-Dobrze rozumiem – przerwałem mu. - Zróbmy to.
-Ja jestem tylko ciekawy jednego. Dlaczego dopiero teraz to zgłosiłeś? - zapytał ojciec Megan.
-Myślałem, że sam zdołam ją przed nim ochronić, lecz to zaszło za daleko – westchnąłem. - Kiedy szukałem sposobu na to aby w końcu usunąć go z jej życia przypomniałem sobie, że pan jest policjantem i mógłby pan nam pomóc. Nie chciałem powierzać tej sprawy komuś komu nie ufam.
-Rozumiem cię, Justin, lecz to nie było mądre, że tyle z tym zwlekaliście – powiedział z dezaprobatą.
-Jennifer nie chciała, żeby ktokolwiek przez nią ucierpiał. Nie miała zamiaru nikomu się zwierzać. Oprócz mnie nie wiedział nikt. Ukrywała to przed wszystkimi. Nawet sobie nie wyobrażacie jak ona bardzo cierpiała.. - mój głos się załamał.
-Dobrze skończmy już ten temat musimy za chwilę wychodzić, a ty nie możesz teraz myśleć o tym wszystkim. Musisz być skupiony na tym co masz zrobić.
Skinąłem głową i podniosłem się z krzesła.
-Jesteśmy gotowi – powiedziałem.
***
Westchnąłem, poprawiając się na przednim siedzeniu i wpatrując w przestrzeń przed nami. Właśnie byliśmy w drodze do miejsca gdzie wszystko się rozegra. Nasze zadanie jest takie, żeby sprowokować Chrisa do przyznania się do wszystkiego. Niby proste zadanie, ale jeśli się nie uda.. Nie chcę o tym myśleć. Wszystko pójdzie gładko tak jak zaplanowaliśmy. Mam nadzieje. W samochodzie byłem razem z Andre, Liamem i Willem. Po tym jak opowiedziałem im całą historię Jenny pomogli mi wszystko przygotować. Byli w szoku, najgorzej zniósł to brat Jen. On najbardziej pragnął mi pomóc za co jestem mu wdzięczny.
Rozejrzałem się dookoła gdy w końcu trafiliśmy na miejsce. Stary opuszczony magazyn, miejsce, w którym się umówiliśmy. Kiedy samochód się zatrzymał wysiadłem z niego i rozejrzałem się jeszcze raz. Zaraz po mnie wysiadła reszta i ruszyli do wejścia.
-Justin, idziesz? - zapytał Will.
-Tak – westchnąłem i przemierzyłem drogę oddzielającą mnie od nich.
-Będzie dobrze – Andre poklepał mnie po plecach i posłał mi uśmiech.
-Wiem – powiedziałem, próbując się do tego przekonać. Potarłem palcami skronie i westchnąłem. - Czas zaczynać – spojrzałem na nich i dałem im znak głową aby ruszyli do budynku. Włączyłem mikrofon, który schowałem pod bluzą. Dzięki niemu ojciec Megan i reszta policjantów mogli podsłuchać i nagrać całą rozmowę. - Wchodzimy – oznajmiłem im.
Po wejściu do budynku od razu zostaliśmy przywitani przez całą świtę Chrisa. Było ich sześciu, kiedy weszliśmy do środka, dwóch stanęło za nami odgradzając nam drogę ucieczki.
-A więc przyszedłeś z obstawą – usłyszałem rozbawiony głos z prawej strony pomieszczenia. - Słusznie. Nie chcemy mieć tutaj powtórki z ostatniego razu, prawda?
-Ostatnim razem bałeś się, że znów cię pokonam. Tym razem mam nadzieje, że załatwimy to w inny sposób – powiedziałem.
-Inny sposób? - zmarszczył brwi zbliżając się do mnie.
-Zostawisz Jenny w spokoju – warknąłem.
-Przykro mi Justin, ale nie mogę. Obiecałem jej, że ją pocieszę po tym jak z nią zerwałeś. Muszę dotrzymać swojej obietnicy – powiedział, unosząc jeden kącik ust.
-Nie zbliżysz się do niej – warknąłem. Wściekłość ogarnęła moje ciało. Zwinąłem swoje dłonie w pięści.
-Nie możesz mi zakazać. Chciałbym ci przypomnieć, że ona już nie jest twoja. Mogę się z nią spotykać – zaśmiał się – Pewnie dalej nie możesz pogodzić się z tym, że to właśnie ja byłem jej pierwszym, prawda? Nie możesz tego znieść – uśmiechnął się do mnie ironicznie.
-Zgwałciłeś ją – wysyczałem przez zęby z jadem w głosie.
-Nie zrobiłem nic czego ona by nie pragnęła – wzruszył ramionami.
-Zmusiłeś ją do tego. Przez ciebie chciała się zabić – warknąłem.
-Nie mogła znieść rozłąki ze mną – powiedział dalej głupio się uśmiechając.
Doprowadzał mnie tym wszystkim do białej gorączki. Miałem ochotę zedrzeć mu ten idiotyczny uśmieszek z twarzy. Mówił o tym wszystkim tak obojętnie, że powoli całkowicie traciłem kontrole nad sobą. Poczułem czyjąś dłoń na moim ramieniu.
-Trzymaj się planu, Justin. Droczy się z tobą. Nie dawaj mu przewagi – szepnął mi do ucha, na co skinąłem jedynie głową. Wziąłem głęboki oddech i spojrzałem w twoje oczy.
-Gdybyś jej do tego nie zmusił nigdy byś jej nie zdobył. Nie widzisz tego? Brzydzi się tobą, gdy tylko cię widzi – warknąłem, próbując grać w tą samą grę co on.
-Tobie też nie pozwoliła – parsknął śmiechem. - Nie mylę się?
Zacisnąłem szczękę i zrobiłem krok w jego stronę.
-To nie twój interes – syknąłem.
-Pewnie też, nie widziałeś jej całego pięknego ciała – powiedział – Nie dała ci się dotknąć.
Nie potrafiłem już dłużej stać tak po prostu i najzwyczajniej słuchać tego wszystkiego.
-Przyznaj się kurwa, że ją zgwałciłeś! - krzyknąłem, wyciągając pistolet z tylnej kieszeni, celując nią w niego. Miałem dość jego cholernych sztuczek, chciałem po prostu stąd wyjść wiedząc, że za chwile zostanie aresztowany. Nie dałem rady, nie mogłem już dłużej znieść jego słów. Nie potrafię słuchać o tym jak on bezczelnie ją dotykał, całował i.. Potrząsnąłem głową aby uwolnić się od tych myśli i wbiłem wzrok w Chrisa. Ku mojemu zdziwieniu nie był ani trochę przejęty tym, że celuję w niego bronią.
-Nie radziłbym ci tego robić – powiedział obojętnie. - Witaj Jenny – przeniósł wzrok ze mnie na kogoś stojącego za mną.
Podążyłem za jego wzrokiem, przełykając gulę w gardle. To nie może być prawda. Jenny jest bezpieczna z Leną. Myliłem się Jenny stała przede mną, zamknięta w objęciu wysokiego mężczyzny. Przygryzłem nerwowo wargę widząc pistolet przy boku jej głowy. Popatrzyłem w jej załzawione oczy, w których zobaczyłem strach.
Jenny's POV
„Kocham Cię Jenny” słowa, które przez cały czas rozbrzmiewały w mojej głowie w drodze do miejsca, w którym właśnie jest Justin. Nie mogłam pozwolić na to, żeby przeze mnie coś mu się stało. Chris jest zdolny do wszystkiego, nie pozwolę mu skrzywdzić Justina. Przemierzałam szybko drogę swoim samochodem i zatrzymałam się z piskiem opon przed ciemnym budynkiem przede mną. Wysiadłam z samochodu i szybkim krokiem podążyłam w stronę wejścia. To nie było rozsądne. Poczułam silne dłonie ściskające moje ramie. Odwróciłam głowę wściekła, że ktoś mnie zatrzymał. Ta wściekłość po chwili przerodziła się w przerażenie. Wielki mężczyzna wyrósł przede mną i zmierzył mnie swoim paskudnym wzrokiem.
-Chris będzie zadowolony, że do nich dołączysz – uśmiechnął się i pchnął mnie w stronę wejścia. Objął mnie swoim muskularnym ramieniem. Po chwili poczułam coś przyciśnięte do swojej skroni. - Nawet nie wiesz jak wielki błąd zrobiłaś przychodząc tutaj – powiedział ostro.
Moje całe ciało zaczęło się trząść ze strachu. Czułam, że za chwilę będzie koniec. Łzy wypełniły moje oczy, kiedy byłam popychana do wejścia. Zabiją mnie, jestem tego pewna. Po wejściu do budynku od razu usłyszałam krzyk Justina.
-Przyznaj się kurwa, że ją zgwałciłeś! - krzyknął, celując bronią w White'a. Otworzyłam szeroko oczy, widząc wściekłego Justina. Spojrzałam w bok a tam stał Andre wpatrujący się we mnie z przerażeniem na twarzy. Zaraz obok niego stali Will i Liam patrzący się na mnie niespokojnie. Jeden z nich przeklął pod nosem. Patrzyłam na nich przerażona błagając by coś zrobili.
-Witaj Jenny – po usłyszeniu swojego imienia, odwróciłam głowę z powrotem na Chrisa. Uśmiech nie schodził mu z twarzy. Nie mogąc dłużej na niego patrzeć przeniosłam wzrok na Justina. Nasze oczy się spotkały. Łzy jeszcze bardziej zaczęły płynąć po moich policzkach, widząc przerażenie w jego oczach. Cholernie się bałam, że w każdej chwili mogę go stracić. Nie myślałam o tym co stanie się ze mną. Popełniłam błąd, Justin nie pozwoli im mnie skrzywdzić.
-Jenny – szepnął w moją stronę, opuszczając broń.
Przygryzłam nerwowo wargę. Cichy szloch wydobył się z moich ust, a całe ciało zaczęło się niekontrolowanie trząść. Tak bardzo chciałam się do niego teraz przytulić, ale mężczyzna za mną nie dał mi możliwości na chociaż jeden mały ruch.
-Przepraszam – szepnęłam bezdźwięcznie do Justina nie przestając wpatrywać się w jego oczy.
Następne co usłyszałam to głośny strzał. Zacisnęłam oczy oczekując, że ból obleje całe moje ciało, lecz to nie nastąpiło. Otworzyłam oczy i krzyk wydobył się z moich ust. Mężczyzna wypuścił mnie ze swojego uścisku. Upadłam na swoje kolana, gdy ujrzałam jak ciało Justina bezwładnie upada na ziemie.
____________________________________________________________________________
Proszę nie zabijcie mnie:( Tak długo czekałam, aż będę mogła napisać ten rozdział i w końcu jest. Miałam przy nim mnóstwo pracy. Nie wyszedł dokładnie tak jak chciałam, ale podoba mi się i mam nadzieje, że wam też się podobał. To był przed ostatni rozdział tego opowiadania. Następny rozdział pojawi się już nie długo i pod nim napiszę informacje o drugiej części opowiadania, którą mam zamiar napisać.
Kocham was bardzo mocno<3 Dziękuję za te 98 000 wyświetleń i 43 komentarzy pod ostatnim rozdziałem, jesteście wspaniali.
Chciałam wam przypomnieć, że zmieniłam swoją nazwę na twitterze teraz nazywam się @biebllins :)
jakieś pytania? http://ask.fm/myczekk
Do następnego rozdziału @biebllins ♥
-Kocham Cię, Jenny.. – jego głos się załamał – Przepraszam – zakończył.
Odtwarzałam to nagranie mnóstwo razy aby w końcu dotarło do mnie to co usłyszałam. Kłamał? Co to wszystko znaczy? Wpatrywałam się pusto w przestrzeń przede mną. Kocha mnie? Mętlik jaki miałam teraz w głowie nie był do rozwiązania. Miliony myśli przelatywało przez moją głowę a ja nie mogłam zrozumieć swoich uczuć.
-Kocha mnie – powiedziałam na głos i w końcu to wszystko do mnie doszło.
-Jenny, coś się stało? - zapytała Lena zza drzwi.
Milczałam. Nie mogłam nic z siebie wydusić. Emocje uderzyły na mnie z tak wielką siłą, że nie potrafiłam w tej chwili nic zrobić. Łzy zaczęły niekontrolowanie płynąć po moich policzkach. On mnie kocha. To wszystko było kłamstwo, ale dlaczego? „ Nie było innego sposobu na to, żebyśmy spędzili ten czas osobno” co to oznacza?
-Jen otwórz te cholerne drzwi! - krzyknęła.
Zignorowałam ją. Słowa Justina cały czas na przemian rozbrzmiewały w mojej głowie. „Jesteś warta miłości całego tego świata. Nie zasłużyłaś na to co cie spotkało, nie zasłużyłaś na to całe cierpienie. ” Przygryzłam wargę, odchylając głowę do tyłu i próbując powstrzymać kolejne łzy. „Wszystko co powiedziałem było kłamstwem. Nie zrobiłem tego aby cię skrzywdzić, ale po to, żeby cię chronić.” Nie udało mi się. Łzy zaczęły płynąć po moich policzkach, a wraz z nimi z moich ust wydobył się cichy szloch. „Jedyne o czym marzę to twoje bezpieczeństwo i szczęście. Dlatego dzisiaj rozwiążę wszystkie nasze problemy, abyśmy w końcu mogli być szczęśliwi.” I w końcu to do mnie dotarło. Jest jeden powód przez, który Justin mógł zrobić to wszystko. Chris!
-Jenny, co się stało?! - krzyknęła znów Lena.
Podniosłam się szybko z miejsca i drżącymi dłońmi odblokowałam telefon. Spojrzałam szybko na godzinę, o której przyszła wiadomość. Godzinę temu o 18.30. Schowałam go do kieszeni i szybkim krokiem wyszłam z toalety. Lena stała przed drzwiami zmartwiona. Szybkim ruchem ręki wytarłam swoje łzy.
-Muszę już wychodzić – mruknęłam drżącym głosem.
-Jenny, nie możesz – powiedziała stanowczo.
-Jak to nie mogę? - zmarszczyłam brwi.
-Nie możesz do niego iść – wyjaśniła.
-Skąd wiesz... - urwałam i po chwili zrozumiałam. - Ty o wszystkim wiedziałaś – powiedziałam bardziej do siebie niż do niej.
-Jenny przepraszam, ale..
-Gdzie on jest? - zapytałam.
-Nie mogę ci powiedzieć – spuściła wzrok.
-Lena, powiedz mi w tej chwili gdzie jest do cholery Justin! - krzyknęłam a łzy z niewiadomego powodu znów napłynęły do moich oczu. Byłam wściekła i zrozpaczona.
-Nie mogę.. - szepnęła. - On sobie zasłużył na to Jen. Musi zapłacić za to co ci zrobił.
Popatrzyłam na nią szeroko otwartymi oczami. Nie mogłam w to uwierzyć. Ona wiedziała o wszystkim. Wiedziała o Chrisie i o tym co mi zrobił. To dlatego tak dziwnie się zachowywała przez ten cały czas.
-Jeśli mi nie powiesz..
-To co zrobisz? Jenny zrozum to, że nie możesz tam pójść – oznajmiła.
-Nie wiesz co się ostatnio stało! Nie widziałaś w jakim był stanie kiedy poszedł do Chrisa. Do cholery, Lena powiedz mi gdzie on jest! Nie rozumiesz jak się o niego boję.. muszę go powstrzymać. On nie może ucierpieć z mojego powodu – zaczęłam krzyczeć zrozpaczona. - Chris może go zabić – ostatnie słowa wyszły z moich ust tak cicho, że nie byłam pewna czy mnie usłyszała, lecz mnie one dobiły.
-Jen proszę nie płacz. Wszystko będzie dobrze, oni sobie poradzą. Obiecuję ci to – podeszła do mnie aby mnie przytulić, ale ja się odsunęłam.
-Jeśli mi nie powiesz, zadzwonię to Chrisa i jego się spytam – powiedziałam poważnie, wpatrując się w jej oczy.
-Nie zrobisz tego..
-Zrobię wszystko, żeby dowiedzieć się gdzie on jest – mruknęłam.
Justin's POV
-Musicie go przekonać do tego aby przyznał się do całej swojej winy. Jak tłumaczyłem wam wcześniej musimy mieć jakiś dowód aby móc go aresztować. Gdybyśmy zrobili to teraz nie mielibyśmy nic na niego oprócz twoich i Jennifer zeznań – wytłumaczył jeden z policjantów.
-Nasze zeznania są niczym? - zmarszczyłem brwi.
-Gdyby twoja dziewczyna zgłosiła tą sprawę od razu byłoby inaczej, ale minęło już sporo czasu od tamtego zdarzenia – powiedział.
-On jej groził, bała się – syknąłem.
-Możemy odwołać wszystko dzisiaj i go aresztować, ale zanim wsadzimy go do więzienia miną miesiące, aż w końcu zdobędziemy wystarczającą ilość dowodów na skazanie go..
-Dobrze rozumiem – przerwałem mu. - Zróbmy to.
-Ja jestem tylko ciekawy jednego. Dlaczego dopiero teraz to zgłosiłeś? - zapytał ojciec Megan.
-Myślałem, że sam zdołam ją przed nim ochronić, lecz to zaszło za daleko – westchnąłem. - Kiedy szukałem sposobu na to aby w końcu usunąć go z jej życia przypomniałem sobie, że pan jest policjantem i mógłby pan nam pomóc. Nie chciałem powierzać tej sprawy komuś komu nie ufam.
-Rozumiem cię, Justin, lecz to nie było mądre, że tyle z tym zwlekaliście – powiedział z dezaprobatą.
-Jennifer nie chciała, żeby ktokolwiek przez nią ucierpiał. Nie miała zamiaru nikomu się zwierzać. Oprócz mnie nie wiedział nikt. Ukrywała to przed wszystkimi. Nawet sobie nie wyobrażacie jak ona bardzo cierpiała.. - mój głos się załamał.
-Dobrze skończmy już ten temat musimy za chwilę wychodzić, a ty nie możesz teraz myśleć o tym wszystkim. Musisz być skupiony na tym co masz zrobić.
Skinąłem głową i podniosłem się z krzesła.
-Jesteśmy gotowi – powiedziałem.
***
Westchnąłem, poprawiając się na przednim siedzeniu i wpatrując w przestrzeń przed nami. Właśnie byliśmy w drodze do miejsca gdzie wszystko się rozegra. Nasze zadanie jest takie, żeby sprowokować Chrisa do przyznania się do wszystkiego. Niby proste zadanie, ale jeśli się nie uda.. Nie chcę o tym myśleć. Wszystko pójdzie gładko tak jak zaplanowaliśmy. Mam nadzieje. W samochodzie byłem razem z Andre, Liamem i Willem. Po tym jak opowiedziałem im całą historię Jenny pomogli mi wszystko przygotować. Byli w szoku, najgorzej zniósł to brat Jen. On najbardziej pragnął mi pomóc za co jestem mu wdzięczny.
Rozejrzałem się dookoła gdy w końcu trafiliśmy na miejsce. Stary opuszczony magazyn, miejsce, w którym się umówiliśmy. Kiedy samochód się zatrzymał wysiadłem z niego i rozejrzałem się jeszcze raz. Zaraz po mnie wysiadła reszta i ruszyli do wejścia.
-Justin, idziesz? - zapytał Will.
-Tak – westchnąłem i przemierzyłem drogę oddzielającą mnie od nich.
-Będzie dobrze – Andre poklepał mnie po plecach i posłał mi uśmiech.
-Wiem – powiedziałem, próbując się do tego przekonać. Potarłem palcami skronie i westchnąłem. - Czas zaczynać – spojrzałem na nich i dałem im znak głową aby ruszyli do budynku. Włączyłem mikrofon, który schowałem pod bluzą. Dzięki niemu ojciec Megan i reszta policjantów mogli podsłuchać i nagrać całą rozmowę. - Wchodzimy – oznajmiłem im.
Po wejściu do budynku od razu zostaliśmy przywitani przez całą świtę Chrisa. Było ich sześciu, kiedy weszliśmy do środka, dwóch stanęło za nami odgradzając nam drogę ucieczki.
-A więc przyszedłeś z obstawą – usłyszałem rozbawiony głos z prawej strony pomieszczenia. - Słusznie. Nie chcemy mieć tutaj powtórki z ostatniego razu, prawda?
-Ostatnim razem bałeś się, że znów cię pokonam. Tym razem mam nadzieje, że załatwimy to w inny sposób – powiedziałem.
-Inny sposób? - zmarszczył brwi zbliżając się do mnie.
-Zostawisz Jenny w spokoju – warknąłem.
-Przykro mi Justin, ale nie mogę. Obiecałem jej, że ją pocieszę po tym jak z nią zerwałeś. Muszę dotrzymać swojej obietnicy – powiedział, unosząc jeden kącik ust.
-Nie zbliżysz się do niej – warknąłem. Wściekłość ogarnęła moje ciało. Zwinąłem swoje dłonie w pięści.
-Nie możesz mi zakazać. Chciałbym ci przypomnieć, że ona już nie jest twoja. Mogę się z nią spotykać – zaśmiał się – Pewnie dalej nie możesz pogodzić się z tym, że to właśnie ja byłem jej pierwszym, prawda? Nie możesz tego znieść – uśmiechnął się do mnie ironicznie.
-Zgwałciłeś ją – wysyczałem przez zęby z jadem w głosie.
-Nie zrobiłem nic czego ona by nie pragnęła – wzruszył ramionami.
-Zmusiłeś ją do tego. Przez ciebie chciała się zabić – warknąłem.
-Nie mogła znieść rozłąki ze mną – powiedział dalej głupio się uśmiechając.
Doprowadzał mnie tym wszystkim do białej gorączki. Miałem ochotę zedrzeć mu ten idiotyczny uśmieszek z twarzy. Mówił o tym wszystkim tak obojętnie, że powoli całkowicie traciłem kontrole nad sobą. Poczułem czyjąś dłoń na moim ramieniu.
-Trzymaj się planu, Justin. Droczy się z tobą. Nie dawaj mu przewagi – szepnął mi do ucha, na co skinąłem jedynie głową. Wziąłem głęboki oddech i spojrzałem w twoje oczy.
-Gdybyś jej do tego nie zmusił nigdy byś jej nie zdobył. Nie widzisz tego? Brzydzi się tobą, gdy tylko cię widzi – warknąłem, próbując grać w tą samą grę co on.
-Tobie też nie pozwoliła – parsknął śmiechem. - Nie mylę się?
Zacisnąłem szczękę i zrobiłem krok w jego stronę.
-To nie twój interes – syknąłem.
-Pewnie też, nie widziałeś jej całego pięknego ciała – powiedział – Nie dała ci się dotknąć.
Nie potrafiłem już dłużej stać tak po prostu i najzwyczajniej słuchać tego wszystkiego.
-Przyznaj się kurwa, że ją zgwałciłeś! - krzyknąłem, wyciągając pistolet z tylnej kieszeni, celując nią w niego. Miałem dość jego cholernych sztuczek, chciałem po prostu stąd wyjść wiedząc, że za chwile zostanie aresztowany. Nie dałem rady, nie mogłem już dłużej znieść jego słów. Nie potrafię słuchać o tym jak on bezczelnie ją dotykał, całował i.. Potrząsnąłem głową aby uwolnić się od tych myśli i wbiłem wzrok w Chrisa. Ku mojemu zdziwieniu nie był ani trochę przejęty tym, że celuję w niego bronią.
-Nie radziłbym ci tego robić – powiedział obojętnie. - Witaj Jenny – przeniósł wzrok ze mnie na kogoś stojącego za mną.
Podążyłem za jego wzrokiem, przełykając gulę w gardle. To nie może być prawda. Jenny jest bezpieczna z Leną. Myliłem się Jenny stała przede mną, zamknięta w objęciu wysokiego mężczyzny. Przygryzłem nerwowo wargę widząc pistolet przy boku jej głowy. Popatrzyłem w jej załzawione oczy, w których zobaczyłem strach.
Jenny's POV
„Kocham Cię Jenny” słowa, które przez cały czas rozbrzmiewały w mojej głowie w drodze do miejsca, w którym właśnie jest Justin. Nie mogłam pozwolić na to, żeby przeze mnie coś mu się stało. Chris jest zdolny do wszystkiego, nie pozwolę mu skrzywdzić Justina. Przemierzałam szybko drogę swoim samochodem i zatrzymałam się z piskiem opon przed ciemnym budynkiem przede mną. Wysiadłam z samochodu i szybkim krokiem podążyłam w stronę wejścia. To nie było rozsądne. Poczułam silne dłonie ściskające moje ramie. Odwróciłam głowę wściekła, że ktoś mnie zatrzymał. Ta wściekłość po chwili przerodziła się w przerażenie. Wielki mężczyzna wyrósł przede mną i zmierzył mnie swoim paskudnym wzrokiem.
-Chris będzie zadowolony, że do nich dołączysz – uśmiechnął się i pchnął mnie w stronę wejścia. Objął mnie swoim muskularnym ramieniem. Po chwili poczułam coś przyciśnięte do swojej skroni. - Nawet nie wiesz jak wielki błąd zrobiłaś przychodząc tutaj – powiedział ostro.
Moje całe ciało zaczęło się trząść ze strachu. Czułam, że za chwilę będzie koniec. Łzy wypełniły moje oczy, kiedy byłam popychana do wejścia. Zabiją mnie, jestem tego pewna. Po wejściu do budynku od razu usłyszałam krzyk Justina.
-Przyznaj się kurwa, że ją zgwałciłeś! - krzyknął, celując bronią w White'a. Otworzyłam szeroko oczy, widząc wściekłego Justina. Spojrzałam w bok a tam stał Andre wpatrujący się we mnie z przerażeniem na twarzy. Zaraz obok niego stali Will i Liam patrzący się na mnie niespokojnie. Jeden z nich przeklął pod nosem. Patrzyłam na nich przerażona błagając by coś zrobili.
-Witaj Jenny – po usłyszeniu swojego imienia, odwróciłam głowę z powrotem na Chrisa. Uśmiech nie schodził mu z twarzy. Nie mogąc dłużej na niego patrzeć przeniosłam wzrok na Justina. Nasze oczy się spotkały. Łzy jeszcze bardziej zaczęły płynąć po moich policzkach, widząc przerażenie w jego oczach. Cholernie się bałam, że w każdej chwili mogę go stracić. Nie myślałam o tym co stanie się ze mną. Popełniłam błąd, Justin nie pozwoli im mnie skrzywdzić.
-Jenny – szepnął w moją stronę, opuszczając broń.
Przygryzłam nerwowo wargę. Cichy szloch wydobył się z moich ust, a całe ciało zaczęło się niekontrolowanie trząść. Tak bardzo chciałam się do niego teraz przytulić, ale mężczyzna za mną nie dał mi możliwości na chociaż jeden mały ruch.
-Przepraszam – szepnęłam bezdźwięcznie do Justina nie przestając wpatrywać się w jego oczy.
Następne co usłyszałam to głośny strzał. Zacisnęłam oczy oczekując, że ból obleje całe moje ciało, lecz to nie nastąpiło. Otworzyłam oczy i krzyk wydobył się z moich ust. Mężczyzna wypuścił mnie ze swojego uścisku. Upadłam na swoje kolana, gdy ujrzałam jak ciało Justina bezwładnie upada na ziemie.
____________________________________________________________________________
Proszę nie zabijcie mnie:( Tak długo czekałam, aż będę mogła napisać ten rozdział i w końcu jest. Miałam przy nim mnóstwo pracy. Nie wyszedł dokładnie tak jak chciałam, ale podoba mi się i mam nadzieje, że wam też się podobał. To był przed ostatni rozdział tego opowiadania. Następny rozdział pojawi się już nie długo i pod nim napiszę informacje o drugiej części opowiadania, którą mam zamiar napisać.
Kocham was bardzo mocno<3 Dziękuję za te 98 000 wyświetleń i 43 komentarzy pod ostatnim rozdziałem, jesteście wspaniali.
Chciałam wam przypomnieć, że zmieniłam swoją nazwę na twitterze teraz nazywam się @biebllins :)
jakieś pytania? http://ask.fm/myczekk
Do następnego rozdziału @biebllins ♥
wtorek, 5 listopada 2013
Informacja
Niestety to nie jest nowy rozdział i nie wiem kiedy będzie. Chorowałam cały tydzień i teraz muszę wszystko nadrobić. Chciałam was tylko poinformować, że zmieniłam swoją nazwę na twitterze i od teraz nazywam się @biebllins . To chyba wszystko, do następnego rozdziału i chyba przed ostatniego. Kocham was
czwartek, 31 października 2013
Rozdział 63 "Cień prawdy"
Jenny's POV
Zastanawiając się nad ostatnimi wydarzeniami w moim życiu mogę stwierdzić, że jest ono do bani. Straciłam na wszystko ochotę. Nie mam ochoty płakać, załamywać się, rozmawiać, kochać, być kochanym, po prostu na nic. Czuję się jak Jeff kiedy trafił do szpitala psychiatrycznego, zagubiona. Czytając tą książkę często zastanawiałam się czy ja też zwariowałam, czy ja też powinnam tam trafić? W sumie nie różniłam się niczym od tych nastolatków, tak samo jak oni postanowiłam odebrać sobie życie. Tak samo jak ten chłopak mam teraz złamane serce. Może ja też zwariowałam i w pewnym momencie zacznę kwiczeć i śpiewać o spalonej śwince. Dobra wątpię, że tak oszaleję, ale w końcu zaczęłam wszystko rozumieć. Zrozumiałam, że życie to nie jest film albo książka miłosna, która zawsze kończy się szczęśliwym zakończeniem. Nie zawsze dziewczyna spotyka swojego Gideona i jest zdolna do zmienienia go z dupka w idealnego chłopaka, który potrafi oddać za nią życie. W prawdziwym życiu trudno jest zmienić kogoś codzienność. Nawet kiedy nam się wydaje, że udało się to jesteśmy w błędzie. Nie pozbędziemy się kogoś zwyczajów w tak krótkim czasie. Ja też byłam zaślepiona. Miłość zasłoniła mi oczy i przez długi czas nie potrafiłam zobaczyć prawdy. Wszystkie słowa były jak w telewizyjnych melodramatach kiedy mężczyzna wmawia, że ją kocha a pięć minut później całuje się z jej siostrą. Ale ludzie żyją w swoim obłędzie pragnąc tego, aby ich życie wyglądało idealnie. Ja pozbyłam się tej opaski zasłaniającej moje oczy. Spojrzałam na rzeczywistość i muszę stwierdzić, że mnie przeraża.
Była sobota, dzień wolny od szkoły. Przez mój wczorajszy wybryk obudziłam się dzisiaj z bólem głowy. Byłam mile zaskoczona kiedy po przebudzeniu obok łóżka leżała tacka z wodą i przygotowanymi kanapkami. Uśmiechnęłam się i podniosłam na łokciach aby rozejrzeć się po pokoju w poszukiwaniu mojej przyjaciółki. Nie było jej w pokoju. Usiadłam na łóżku i wzrokiem zaczęłam poszukiwać mojego telefonu. Jestem pewna, że wczoraj w nocy położyłam go na szafce nocnej, ale teraz go tutaj nie było. Pewnie Lena chciała uniknąć mojego wydzwaniania lub pisania do ludzi w stanie nie trzeźwości. Byłam jej za to bardzo wdzięczna. Wstałam i wyszłam z pokoju aby znaleźć blondynkę. Usłyszałam jej głos kiedy schodziłam po schodach.
-Kocham cię, nie chcę, żeby coś ci się stało – powiedziała smutno.
-Ja ciebie też, ale muszę tam iść. Zadzwonię po wszystkim – odparł męski głos. Nie mogłam zidentyfikować do kogo on należy przez odległość, która nas dzieliła, ale wiedziałam, że znam tą osobę. Kiedy byłam nie daleko dziewczyny, drzwi były już zamknięte a tajemniczy mężczyzna opuścił dom. To nie mógł być Andre, ponieważ on jest na swojej uczelni i nie przyjechałby tutaj nie informując nas wcześniej, prawda? Mówiła, że go kocha, więc kto inny mógł to być, przecież ona nie zdradziłaby mojego brata.
-Kto to był? - zapytałam.
-Umm.. to tylko listonosz – zachichotała nerwowo.
-Od kiedy listonoszowi wyznaje się miłość? - zmarszczyłam brwi.
-Nie wyznawałam mu miłości – pokręciła głową. - Przesłyszałaś się.
-Nie wydaje mi się, zdradzasz mojego brata? - zapytałam nie przedłużając.
-Nie – odparła stanowczo. - Jak możesz mnie o coś takiego podejrzewać? - zmrużyła oczy.
-Po prostu wiem co słyszałam – westchnęłam. - Dobra nie będę się z tobą kłócić. - Prawda tak i tak wyjdzie na jaw, pomyślałam.
-Jak ci się spało? - zapytała znów uśmiechnięta.
-Dobrze, tylko głowa mnie boli – westchnęłam.
-Gdybyś wczoraj..
-Wiem, wiem – przewróciłam oczami.
-Ale muszę przyznać, że czuję się lepiej – uśmiechnęłam się.
-W jakim sensie? - zapytała, marszcząc brwi.
-Teraz wiem, że muszę zapomnieć o przeszłości i iść do przodu. Justin to przeszłość i muszę zrozumieć, że to był błąd, że mu tak szybko zaufałam. Teraz widocznie jest z Megan, a ja nie mogę nic z tym zrobić, więc skoro on już zapomniał to czemu ja dalej mam to rozpamiętywać? - wytłumaczyłam, próbując samą siebie do tego przekonać.
-Um.. Tak – westchnęła i przygryzła nerwowo wargę.
-Właśnie, dziękuję ci za wyłączenie mojego telefonu – uśmiechnęłam się.
-Dziękujesz mi? - spojrzała na mnie podejrzliwie.
-Tak, nie wiadomo co mogło mi strzelić do głowy – zachichotałam.
-No tak – zaśmiała się.
-Możesz mi już go oddać – powiedziałam i wyciągnęłam rękę w jej stronę.
-Oddać, ale.. - urwała na chwilę – myślałam, że mogłybyśmy spędzić dzisiaj wspólnie czas bez żadnych komórek, komputerów itd. Tak tylko ja i ty – zaproponowała z uśmiechem.
-Dobry pomysł – uśmiechnęłam się.
Justin's POV
To właśnie dzisiaj. Nie mogę przestać nerwowo krążyć po domu sprawdzając czy wszystko jest przygotowane. Miałem już dość wszystkich dookoła. Każdy po kolei kazał mi się uspokoić, ale jak miałem się uspokoić? Jeśli dzisiejszy plan nie wypali jesteśmy skończeni i ten koszmar nigdy się nie skończy.
-Justin, proszę cię – spróbowała znów Meg, kładąc mi rękę na ramieniu. - Usiądź chociaż na chwilę.
-Nie mogę – mruknąłem, strzepując jej rękę.
-Wszystko jest przygotowane – powiedziała – musisz się na chwilę odprężyć.
-Zostaw mnie, Megan – warknąłem.
-Nie, nie zostawię cię – powiedziała, unosząc głos. -Wiem, że się boisz, Justin.
-Jeśli to się nie uda..
-Uda się – przerwała mi. - Mój tato zaraz tutaj będzie i wszystko jeszcze raz z nimi omówimy.
-Za półtorej godziny wyjeżdżamy – oznajmiłem.
-I do tej pory musisz chwilę odpocząć – wzięła mnie za rękę i pociągnęła za sobą do salonu.
-Nie chcę – jęknąłem zrezygnowany i usiadłem obok niej na kanapie.
-Justin – spojrzała na mnie zmartwiona z troskliwym uśmiechem. - Tęsknisz za nią, prawda? - zapytała.
Spuściłem wzrok na swoje dłonie i skinąłem lekko głową. Westchnąłem głośno.
-Zraniłem ją – spojrzałem na nią. - Nie wybaczy mi tego..
-Zrobiłeś to, żeby była bezpieczna – położyła dłoń na mojej delikatnie ją ściskając.
-Ona cię kocha – powiedziała.
-Rozmawiałem z Leną dzisiaj w nocy – westchnąłem. - Gdybym tylko znalazł inny sposób na odciągnięcie jej od tego wszystkiego..
-Musiałeś działać szybko, nie wiń się Justin – posłała mi pocieszający uśmiech. - Będzie dobrze, po wszystkim pogodzicie się.
-Ona w końcu będzie szczęśliwa – uśmiechnąłem się lekko na tą myśl. - My będziemy szczęśliwy, kiedy tylko Chris zniknie.
-I tego się trzymaj, Justin – uśmiechnęła się do mnie.
-Dobra ja już jestem gotowy – do salonu wszedł Andre ubrany cały na czarno.
-Co to za strój? - zaśmiałem się.
-Co z nim nie tak? - spojrzał na siebie.
-Tajniak – zachichotałem.
-Po prostu zazdrościsz – syknął.
-Oczywiście – zaśmiałem się. - Twoja dziewczyna dzwoniła – oznajmiłem.
-Lena? - zmarszczył brwi. - Po co? Widziałem się z nią dzisiaj.
-Wiesz, stęskniła się za mną – uniosłem jeden kącik ust.
-Nie zaczynajcie znowu – westchnęła Megan.
-Właśnie Justin, dorośnij w końcu – posłał mi swój triumfalny uśmiech. - Zapomniałem, wozy policyjne już stoją pod domem – wskazał ręką za siebie.
-Dlaczego nie wchodzą? – zapytałem.
-Idę po nich – westchnęła Megan.
-Jej tato jest z policji, tak? - zapytał, na co skinąłem głową. - Rozmawiałeś z Jenny? - zapytał.
-Nie, ale zostawiłem jej wiadomość na skrzynce pocztowej. Ma wyłączony telefon i Lena dopilnuje, żeby odsłuchała ją dopiero po wszystkim.
Jenny's POV
-Muszę zadzwonić do mamy – westchnęłam.
-Przecież wie, że jesteś u mnie.
-Tak, ale jest już następny dzień i z pewnością dzwoniła już do mnie z tysiąc razy. Zadzwonię tylko do niej i telefon znów zostanie wyłączony.
-Dobra – westchnęła zrezygnowana i niepewnie podeszła do szafki nocnej. Wyjęła z niej mój telefon i podała mi go. - Jedna rozmowa z mamą i wyłączasz go – rozkazała.
-Dobrze – zaśmiałam się i wyszłam z nim do toalety. Zamknęłam drzwi i oparłam się o nie, włączając telefon. Kiedy był już aktywny zaczęły przychodzić powiadomienia. Piętnaście nie odebranych telefonów, dwadzieścia wiadomości i jedne nagranie głosowe. Jako pierwsze wybrałam nagranie głosowe, żeby przekonać się jak bardzo moja mama jest na mnie wściekła. Przyłożyłam telefon do ucha i odczekałam chwilę. Myliłam się to nie moja mama zostawiła tą wiadomość.
-Cześć skarbie.. - usłyszałam ten dobrze mi znany chrapliwy głos. - Dzwonię by powiedzieć ci, że nigdy na ciebie nie zasługiwałem. Jesteś warta miłości całego tego świata. Nie zasłużyłaś na to co cie spotkało, nie zasłużyłaś na to całe cierpienie. Wiem, że cię zraniłem, ale nie było innego sposobu na to, żebyśmy spędzili ten czas osobno. Wszystko co powiedziałem było kłamstwem. Nie zrobiłem tego aby cię skrzywdzić, ale po to, żeby cię chronić. Jedyne o czym marzę to twoje bezpieczeństwo i szczęście. Dlatego dzisiaj rozwiążę wszystkie nasze problemy, abyśmy w końcu mogli być szczęśliwi. Kocham Cię, Jenny.. – jego głos się załamał – Przepraszam – zakończył.
_________________________________________________________________
Justin kocha Jenny! Mam nadzieje, że ten rozdział wam wszystko wytłumaczył i nie macie już tak wielkiego mętliku w głowie, haha.
Jeszcze z 2 rozdziału i koniec części pierwszej opowiadania :( Kocham was!
Jakieś pytania? http://ask.fm/myczekk
Followujcie naszych nowych role-playerów na twitterze:
@JennyWest_OS
@JustinCross_OS
@ChrisWhite_OS
@LenaJohnson_OS
Jeśli jest ktoś chętny do założenia konta jednego z bohaterów wystarczy napisać do mnie na twitterze.
Kocham was, @changemydream
Zastanawiając się nad ostatnimi wydarzeniami w moim życiu mogę stwierdzić, że jest ono do bani. Straciłam na wszystko ochotę. Nie mam ochoty płakać, załamywać się, rozmawiać, kochać, być kochanym, po prostu na nic. Czuję się jak Jeff kiedy trafił do szpitala psychiatrycznego, zagubiona. Czytając tą książkę często zastanawiałam się czy ja też zwariowałam, czy ja też powinnam tam trafić? W sumie nie różniłam się niczym od tych nastolatków, tak samo jak oni postanowiłam odebrać sobie życie. Tak samo jak ten chłopak mam teraz złamane serce. Może ja też zwariowałam i w pewnym momencie zacznę kwiczeć i śpiewać o spalonej śwince. Dobra wątpię, że tak oszaleję, ale w końcu zaczęłam wszystko rozumieć. Zrozumiałam, że życie to nie jest film albo książka miłosna, która zawsze kończy się szczęśliwym zakończeniem. Nie zawsze dziewczyna spotyka swojego Gideona i jest zdolna do zmienienia go z dupka w idealnego chłopaka, który potrafi oddać za nią życie. W prawdziwym życiu trudno jest zmienić kogoś codzienność. Nawet kiedy nam się wydaje, że udało się to jesteśmy w błędzie. Nie pozbędziemy się kogoś zwyczajów w tak krótkim czasie. Ja też byłam zaślepiona. Miłość zasłoniła mi oczy i przez długi czas nie potrafiłam zobaczyć prawdy. Wszystkie słowa były jak w telewizyjnych melodramatach kiedy mężczyzna wmawia, że ją kocha a pięć minut później całuje się z jej siostrą. Ale ludzie żyją w swoim obłędzie pragnąc tego, aby ich życie wyglądało idealnie. Ja pozbyłam się tej opaski zasłaniającej moje oczy. Spojrzałam na rzeczywistość i muszę stwierdzić, że mnie przeraża.
Była sobota, dzień wolny od szkoły. Przez mój wczorajszy wybryk obudziłam się dzisiaj z bólem głowy. Byłam mile zaskoczona kiedy po przebudzeniu obok łóżka leżała tacka z wodą i przygotowanymi kanapkami. Uśmiechnęłam się i podniosłam na łokciach aby rozejrzeć się po pokoju w poszukiwaniu mojej przyjaciółki. Nie było jej w pokoju. Usiadłam na łóżku i wzrokiem zaczęłam poszukiwać mojego telefonu. Jestem pewna, że wczoraj w nocy położyłam go na szafce nocnej, ale teraz go tutaj nie było. Pewnie Lena chciała uniknąć mojego wydzwaniania lub pisania do ludzi w stanie nie trzeźwości. Byłam jej za to bardzo wdzięczna. Wstałam i wyszłam z pokoju aby znaleźć blondynkę. Usłyszałam jej głos kiedy schodziłam po schodach.
-Kocham cię, nie chcę, żeby coś ci się stało – powiedziała smutno.
-Ja ciebie też, ale muszę tam iść. Zadzwonię po wszystkim – odparł męski głos. Nie mogłam zidentyfikować do kogo on należy przez odległość, która nas dzieliła, ale wiedziałam, że znam tą osobę. Kiedy byłam nie daleko dziewczyny, drzwi były już zamknięte a tajemniczy mężczyzna opuścił dom. To nie mógł być Andre, ponieważ on jest na swojej uczelni i nie przyjechałby tutaj nie informując nas wcześniej, prawda? Mówiła, że go kocha, więc kto inny mógł to być, przecież ona nie zdradziłaby mojego brata.
-Kto to był? - zapytałam.
-Umm.. to tylko listonosz – zachichotała nerwowo.
-Od kiedy listonoszowi wyznaje się miłość? - zmarszczyłam brwi.
-Nie wyznawałam mu miłości – pokręciła głową. - Przesłyszałaś się.
-Nie wydaje mi się, zdradzasz mojego brata? - zapytałam nie przedłużając.
-Nie – odparła stanowczo. - Jak możesz mnie o coś takiego podejrzewać? - zmrużyła oczy.
-Po prostu wiem co słyszałam – westchnęłam. - Dobra nie będę się z tobą kłócić. - Prawda tak i tak wyjdzie na jaw, pomyślałam.
-Jak ci się spało? - zapytała znów uśmiechnięta.
-Dobrze, tylko głowa mnie boli – westchnęłam.
-Gdybyś wczoraj..
-Wiem, wiem – przewróciłam oczami.
-Ale muszę przyznać, że czuję się lepiej – uśmiechnęłam się.
-W jakim sensie? - zapytała, marszcząc brwi.
-Teraz wiem, że muszę zapomnieć o przeszłości i iść do przodu. Justin to przeszłość i muszę zrozumieć, że to był błąd, że mu tak szybko zaufałam. Teraz widocznie jest z Megan, a ja nie mogę nic z tym zrobić, więc skoro on już zapomniał to czemu ja dalej mam to rozpamiętywać? - wytłumaczyłam, próbując samą siebie do tego przekonać.
-Um.. Tak – westchnęła i przygryzła nerwowo wargę.
-Właśnie, dziękuję ci za wyłączenie mojego telefonu – uśmiechnęłam się.
-Dziękujesz mi? - spojrzała na mnie podejrzliwie.
-Tak, nie wiadomo co mogło mi strzelić do głowy – zachichotałam.
-No tak – zaśmiała się.
-Możesz mi już go oddać – powiedziałam i wyciągnęłam rękę w jej stronę.
-Oddać, ale.. - urwała na chwilę – myślałam, że mogłybyśmy spędzić dzisiaj wspólnie czas bez żadnych komórek, komputerów itd. Tak tylko ja i ty – zaproponowała z uśmiechem.
-Dobry pomysł – uśmiechnęłam się.
Justin's POV
To właśnie dzisiaj. Nie mogę przestać nerwowo krążyć po domu sprawdzając czy wszystko jest przygotowane. Miałem już dość wszystkich dookoła. Każdy po kolei kazał mi się uspokoić, ale jak miałem się uspokoić? Jeśli dzisiejszy plan nie wypali jesteśmy skończeni i ten koszmar nigdy się nie skończy.
-Justin, proszę cię – spróbowała znów Meg, kładąc mi rękę na ramieniu. - Usiądź chociaż na chwilę.
-Nie mogę – mruknąłem, strzepując jej rękę.
-Wszystko jest przygotowane – powiedziała – musisz się na chwilę odprężyć.
-Zostaw mnie, Megan – warknąłem.
-Nie, nie zostawię cię – powiedziała, unosząc głos. -Wiem, że się boisz, Justin.
-Jeśli to się nie uda..
-Uda się – przerwała mi. - Mój tato zaraz tutaj będzie i wszystko jeszcze raz z nimi omówimy.
-Za półtorej godziny wyjeżdżamy – oznajmiłem.
-I do tej pory musisz chwilę odpocząć – wzięła mnie za rękę i pociągnęła za sobą do salonu.
-Nie chcę – jęknąłem zrezygnowany i usiadłem obok niej na kanapie.
-Justin – spojrzała na mnie zmartwiona z troskliwym uśmiechem. - Tęsknisz za nią, prawda? - zapytała.
Spuściłem wzrok na swoje dłonie i skinąłem lekko głową. Westchnąłem głośno.
-Zraniłem ją – spojrzałem na nią. - Nie wybaczy mi tego..
-Zrobiłeś to, żeby była bezpieczna – położyła dłoń na mojej delikatnie ją ściskając.
-Ona cię kocha – powiedziała.
-Rozmawiałem z Leną dzisiaj w nocy – westchnąłem. - Gdybym tylko znalazł inny sposób na odciągnięcie jej od tego wszystkiego..
-Musiałeś działać szybko, nie wiń się Justin – posłała mi pocieszający uśmiech. - Będzie dobrze, po wszystkim pogodzicie się.
-Ona w końcu będzie szczęśliwa – uśmiechnąłem się lekko na tą myśl. - My będziemy szczęśliwy, kiedy tylko Chris zniknie.
-I tego się trzymaj, Justin – uśmiechnęła się do mnie.
-Dobra ja już jestem gotowy – do salonu wszedł Andre ubrany cały na czarno.
-Co to za strój? - zaśmiałem się.
-Co z nim nie tak? - spojrzał na siebie.
-Tajniak – zachichotałem.
-Po prostu zazdrościsz – syknął.
-Oczywiście – zaśmiałem się. - Twoja dziewczyna dzwoniła – oznajmiłem.
-Lena? - zmarszczył brwi. - Po co? Widziałem się z nią dzisiaj.
-Wiesz, stęskniła się za mną – uniosłem jeden kącik ust.
-Nie zaczynajcie znowu – westchnęła Megan.
-Właśnie Justin, dorośnij w końcu – posłał mi swój triumfalny uśmiech. - Zapomniałem, wozy policyjne już stoją pod domem – wskazał ręką za siebie.
-Dlaczego nie wchodzą? – zapytałem.
-Idę po nich – westchnęła Megan.
-Jej tato jest z policji, tak? - zapytał, na co skinąłem głową. - Rozmawiałeś z Jenny? - zapytał.
-Nie, ale zostawiłem jej wiadomość na skrzynce pocztowej. Ma wyłączony telefon i Lena dopilnuje, żeby odsłuchała ją dopiero po wszystkim.
Jenny's POV
-Muszę zadzwonić do mamy – westchnęłam.
-Przecież wie, że jesteś u mnie.
-Tak, ale jest już następny dzień i z pewnością dzwoniła już do mnie z tysiąc razy. Zadzwonię tylko do niej i telefon znów zostanie wyłączony.
-Dobra – westchnęła zrezygnowana i niepewnie podeszła do szafki nocnej. Wyjęła z niej mój telefon i podała mi go. - Jedna rozmowa z mamą i wyłączasz go – rozkazała.
-Dobrze – zaśmiałam się i wyszłam z nim do toalety. Zamknęłam drzwi i oparłam się o nie, włączając telefon. Kiedy był już aktywny zaczęły przychodzić powiadomienia. Piętnaście nie odebranych telefonów, dwadzieścia wiadomości i jedne nagranie głosowe. Jako pierwsze wybrałam nagranie głosowe, żeby przekonać się jak bardzo moja mama jest na mnie wściekła. Przyłożyłam telefon do ucha i odczekałam chwilę. Myliłam się to nie moja mama zostawiła tą wiadomość.
-Cześć skarbie.. - usłyszałam ten dobrze mi znany chrapliwy głos. - Dzwonię by powiedzieć ci, że nigdy na ciebie nie zasługiwałem. Jesteś warta miłości całego tego świata. Nie zasłużyłaś na to co cie spotkało, nie zasłużyłaś na to całe cierpienie. Wiem, że cię zraniłem, ale nie było innego sposobu na to, żebyśmy spędzili ten czas osobno. Wszystko co powiedziałem było kłamstwem. Nie zrobiłem tego aby cię skrzywdzić, ale po to, żeby cię chronić. Jedyne o czym marzę to twoje bezpieczeństwo i szczęście. Dlatego dzisiaj rozwiążę wszystkie nasze problemy, abyśmy w końcu mogli być szczęśliwi. Kocham Cię, Jenny.. – jego głos się załamał – Przepraszam – zakończył.
_________________________________________________________________
Justin kocha Jenny! Mam nadzieje, że ten rozdział wam wszystko wytłumaczył i nie macie już tak wielkiego mętliku w głowie, haha.
Jeszcze z 2 rozdziału i koniec części pierwszej opowiadania :( Kocham was!
Jakieś pytania? http://ask.fm/myczekk
Followujcie naszych nowych role-playerów na twitterze:
@JennyWest_OS
@JustinCross_OS
@ChrisWhite_OS
@LenaJohnson_OS
Jeśli jest ktoś chętny do założenia konta jednego z bohaterów wystarczy napisać do mnie na twitterze.
Kocham was, @changemydream
sobota, 26 października 2013
Rozdział 62 "Zapomniane obietnice"
Jenny's POV
Przyszłam tutaj, żeby zapomnieć. Przez tą całą noc mam zamiar się zabawić. Szklanka za szklanką, kieliszek za kieliszkiem, a czas mija. Wszystkie zmartwienia wyparowały, nie przejmowałam się już niczym. Widok Justina z Megan poszedł w niepamięć. Kroczyłam przed siebie w tanecznym kroku w stronę grupki chłopaków. Gdy stanęłam przed nimi, uśmiechnęłam się do nich.
-Hej chłopcy – przywitałam się.
-Cześć Jenny - odwzajemnili uśmiech i popatrzyli po sobie, uśmiechając się znacząco.
-Zabalowałaś dzisiaj trochę, co? - zapytał jeden z nich, którego imienia nie pamiętałam.
-Tylko troszeczkę – zachichotałam.
-To dobrze – zaśmiał się brunet o imieniu Trey – Może chciałabyś zatańczyć? - zapytał zbliżając się do mnie. Nie odpowiadając mu, chwyciłam jego rękę i pociągnęłam go za sobą w stronę tańczących ludzi. Świat zawirował dookoła a ja nie potrafiłam powstrzymać zawrotów głowy. Stanęliśmy pomiędzy tańczącymi ludźmi. Oplotłam ręce na jego karku i zaczęłam poruszać się do rytmu muzyki. Chłopak położył swoje dłonie na mojej talii przyciągając mnie bliżej siebie.
-Jesteś taka gorąca – szepnął mi do ucha przez co cicho zachichotałam.
Brunet zmniejszył odległość między nami tak, że nasze ciała się stykały. Poczułam delikatne pocałunki składane na mojej szyi. Zadrżałam, następnie zamknęłam oczy rozkoszując się tym uczuciem i odchyliłam głowę do tyłu. Zjechał rękoma na moje pośladki, następnie zaczął delikatnie przygryzać i ssać skórę mojej szyi. Skrzywiłam się gdy poczułam czyjąś rękę ściskającą moje ramie i odciągającą mnie od Treya.
-Ej – jęknęłam.
-Idziemy do domu, Jen – syknęła Lena, piorunując wzrokiem chłopaka.
-Nie, ja chcę zostać z Treyem – spojrzałam na niego i przygryzłam wargę.
-Nie Jenny – złapała mnie za nadgarstek – Nie myślisz trzeźwo, potem będziesz tego żałowała. Nie pamiętasz już? To jest Trey – warknęła. - Jedziemy.
-Wiem, że to jest Trey i właśnie mieliśmy zatańczyć – uparłam się.
-Właśnie widziałam jak ten taniec wyglądał.
-Daj spokój, przecież chcemy tylko potańczyć. Zawiozę ją później do domu, nie musisz się o nią martwić. - zaproponował.
-Nie ma mowy – powiedziała i odciągnęła mnie od niego.
-Pa, Trey – krzyknęłam, ale nie usłyszałam już odpowiedzi, ponieważ już po chwili magicznie znalazłyśmy się obok auta. - Jak to zrobiłaś? - spojrzałam na nią zafascynowana.
-Co zrobiłam? - zmarszczyła brwi, otwierając drzwi samochodu.
-Przed chwilą byłyśmy w domu, a teraz jesteśmy tutaj, Lena. Jesteś czarodziejką! - wykrzyknęłam podekscytowana.
-Jenny, po prostu tutaj przyszłyśmy – westchnęła pomagając mi wsiąść.
-Oj, nie bo moje nogi nie szły – zachichotałam.
-Jest z tobą gorzej niż myślałam – wsiadła na miejsce kierowcy i zapaliła samochód.
-Nie, nie, nie! - krzyknęłam.
-Co? - zapytała.
-Nie będziesz prowadzić – skrzyżowałam ręce na piersi.
-Dlaczego? - spojrzała na mnie.
-Jesteś pijana, panno Johnson – pokręciłam głową.
-To ty jesteś pijana, ja nic nie piłam - prychnęła.
-Ja nie jestem pijana – zaśmiałam się – ubzdurałaś sobie coś.
-Tak, jasne – westchnęła i znów zapaliła samochód, następnie wyjeżdżając na drogę.
Po 15 minutach zatrzymałyśmy się pod domem Leny. Wysiadła i podeszła do moich drzwi, pomagając mi wysiąść. Wzięła mnie pod rękę i razem ruszyłyśmy w stronę drzwi wejściowych.
-Spróbuj zachowywać się normalnie moi rodzice są w domu – mruknęła.
Skinęłam głową, a ona otworzyła drzwi. Weszłyśmy po cichu do środka i ruszyłyśmy w stronę schodów na górę prowadzących do jej pokoju.
-Cześć dziewczynki – usłyszałam głos za sobą mamy Leny. Odwróciłyśmy się i ujrzałyśmy uśmiechniętą kobietę stojącą za nami.
-Dobry wieczór – przywitałam się.
-Hej, mamo. Może dzisiaj Jenny zostać u nas na noc, prawda? - zapytała.
-Tak – uśmiechnęła się. - Skąd wracacie?
-Z kina – skłamała. - My będziemy na górze, dobranoc – powiedziała pośpiesznie i pociągnęła mnie za sobą.
-Dobranoc – pożegnałam się.
Weszłyśmy do pokoju blondynki, a ona zamknęła za nami drzwi.
-Dobra to ty idź się przebierz, a ja pójdę po wodę dla ciebie – powiedziała. Podeszła do szafy i wyciągnęła z niej biały t-shirt i szorty i rzuciła je do mnie.
-Dziękuję – szepnęłam.
-Zaraz wracam – oznajmiła i szybkim krokiem wyszła z pokoju.
Zostałam sama w cichym pokoju. Ściągnęłam z siebie ciuchy i szybko przebrałam się w czyste pożyczone od Leny. Położyłam się na łóżku i zaczęłam wpatrywać się w sufit, myśląc. Alkohol tracił swoje działanie i powoli zaczęłam powracać do normalnego stanu. Sceny z dzisiejszego dnia zaczęły przelatywać przez moją głowę. Zatrzymałam się w momencie kiedy nasze spojrzenia się spotkały. Zacisnęłam oczy i przygryzłam mocno wargę. Łzy znów napłynęły do moich oczu. Chciałam dzisiaj tego uniknąć, ale on musiał tam być i wszystko zepsuć. On woli ją. Zawsze tak było. Gdyby nie zakład z pewnością po spotkaniu z nią wróciliby do siebie. Byłam jedyną przeszkodą, więc się mnie pozbył. Łzy zaczęły spływać po moich policzkach. Wplątałam palce w swoje włosy i zwinęłam na nich swoje ręce w pięści. Dlaczego byłam tak zaślepiona? Dlaczego moje życie musi być takie beznadziejne. Usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi, zakryłam twarz dłońmi.
-Przyniosłam ci wodę – podeszła do łóżka. - Co głowa boli? - zachichotała. - Trzymaj.
Odsłoniłam swoją twarz i przyjęłam wodę od przyjaciółki, przez cały czas unikając jej wzroku.
-Jenny – szepnęła.
Otworzyłam butelkę i drżącą ręką podniosłam ją do ust. Napiłam się wody, następnie ją zakręcając i odkładając na bok.
-Dlaczego płaczesz? - zapytała cicho.
-Dlaczego? - zaśmiałam się bez ani krzty wesołości. - On woli ją ode mnie Lena – kiedy powiedziałam to na głos nie mogłam już dłużej powstrzymywać mojego płaczu. - To tak cholernie boli, wiesz? - załkałam.
-Wiem, Jenny – zbliżyła się do mnie i przyciągnęła do siebie, mocno mnie przytulając. - Nie masz pewności, że są ze sobą – mruknęła pocieszająco. - Nikt nie jest lepszy od ciebie, Jenny pamiętaj o tym. Jesteś najwspanialszą dziewczyną jaką kiedykolwiek poznałam – potarła dłonią moje plecy.
-Justin tak chyba nie uważa – wymamrotałam.
-Bo jest głupi i ślepy – westchnęła. - Jenny proszę cię nie zamykaj się znowu w sobie – szepnęła. - Nienawidzę kiedy to robisz – poczułam jej łzy kapiące na moje ramie. Lena płakała przeze mnie. Przytuliłam ją jeszcze mocniej.
-Obiecuję – szepnęłam.
-Pamiętaj, że ja zawsze jestem przy tobie – powiedziała.
Skinęłam głową, siedziałyśmy obie na łóżku, przytulając się i płacząc.
-Lena, czy ja mam napisane na czole „wykorzystaj mnie i zrań”? Bo tak właśnie się czuję – załkałam. - Czuję się jakby wszyscy dookoła pragnęli tego, żebym cierpiała – zacisnęłam oczy, próbując się uspokoić.
-To nie prawda, nie wszyscy – pogłaskała mnie po włosach.
-Ale tak się czuję.. - przygryzłam wargę. - Ja naprawdę go kocham, Lena. Nie potrafię przestać – szepnęłam i spojrzałam na przyjaciółkę z łzami w oczach. - Nie potrafię o nim zapomnieć. Chciałabym, ale nie potrafię.
-Wiem, skarbie wiem – przytuliła mnie znowu do siebie pocieszając.
Justin's POV
-Liam! - krzyknąłem, stając w umówionym miejscu.
-Tu jestem chodźcie – zawołał.
Złapałem Megan za nadgarstek i pociągnąłem ją za sobą.
-Myślisz, ze ona.. - zaczęła, lecz jej przerwałem.
-Proszę nie mówmy teraz o tym – powiedziałem, próbując się uspokoić. Cały czas przed oczami miałem jej wyraz twarzy kiedy zobaczyła mnie z Megan. Potrząsnąłem głową, próbując wymazać ten obraz z pamięci, ale to nie działało. Westchnąłem gdy stanęliśmy przed blondynem.
-Mówiłem ci, żebyś tam nie przychodził – spojrzał na mnie karcąco.
-Wiem – mruknąłem.
-Widziała was? - zapytał.
Skinąłem tylko głową, odwracając głowę w bok i zaciskając swoją szczękę.
-To była impreza, może jutro nie będzie tego pamiętać – spróbowała mnie pocieszyć Meg.
-Jenny nie pije – mruknąłem.
-Tak – prychnął Liam. - Nie widziałeś jej po waszym wyjściu.
Zacisnąłem pięści i przymknąłem oczy nie chcąc już tego słuchać.
-Wszystko już przygotowane? - zapytałem zmieniając temat. - Jutro nie może nam niczego zabraknąć – popatrzyłem na nich. - Wszystko musi pójść zgodnie z planem inaczej może to się źle skończyć.
________________________________________________________________________
Jak obiecałam, dodałam dzisiaj rozdział. Jak wrażenia?
Kochani mamy prawie 90 000 wyświetleń za co wam bardzo dziękuję już teraz. Kocham was bardzo mocno i dziękuję wam za całe wsparcie, bez was już dawno bym to rzuciła. Dziękuję za wszystkie wejścia i wszystkie miłe komentarze pod rozdziałami. Mam nadzieje, że nie jesteście na mnie źli, że rozdziały pojawiają się rzadziej niż kiedyś. Kocham was bardzo mocno i jeszcze raz dziękuję.
Jeśli chodzi o moje nowe opowiadanie "Diary of Life" ( http://diary-of-lifee.blogspot.com/ ) wiem, że czekacie na 1 rozdział, ale dodam go dopiero jak skończę pisać pierwszą część "Only shadow" czyli już nie długo. Będzie to moje zajęcie na przerwę pomiędzy pierwszą a drugą częścią tego opowiadania. Tak będzie druga część historii Jenny West, mam nadzieje, że dacie mi trochę czasu na wymyślenie całej fabuł i kiedy zacznę już pisać będziecie dalej chętni do czytania tego.
Jakieś pytania? http://ask.fm/myczekk
Followujcie naszych nowych role-playerów na twitterze:
@JennyWest_OS
@JustinCross_OS
@ChrisWhite_OS
@LenaJohnson_OS
Jeśli jest ktoś chętny do założenia konta jednego z bohaterów wystarczy napisać do mnie na twitterze.
Kocham was, @changemydream
Przyszłam tutaj, żeby zapomnieć. Przez tą całą noc mam zamiar się zabawić. Szklanka za szklanką, kieliszek za kieliszkiem, a czas mija. Wszystkie zmartwienia wyparowały, nie przejmowałam się już niczym. Widok Justina z Megan poszedł w niepamięć. Kroczyłam przed siebie w tanecznym kroku w stronę grupki chłopaków. Gdy stanęłam przed nimi, uśmiechnęłam się do nich.
-Hej chłopcy – przywitałam się.
-Cześć Jenny - odwzajemnili uśmiech i popatrzyli po sobie, uśmiechając się znacząco.
-Zabalowałaś dzisiaj trochę, co? - zapytał jeden z nich, którego imienia nie pamiętałam.
-Tylko troszeczkę – zachichotałam.
-To dobrze – zaśmiał się brunet o imieniu Trey – Może chciałabyś zatańczyć? - zapytał zbliżając się do mnie. Nie odpowiadając mu, chwyciłam jego rękę i pociągnęłam go za sobą w stronę tańczących ludzi. Świat zawirował dookoła a ja nie potrafiłam powstrzymać zawrotów głowy. Stanęliśmy pomiędzy tańczącymi ludźmi. Oplotłam ręce na jego karku i zaczęłam poruszać się do rytmu muzyki. Chłopak położył swoje dłonie na mojej talii przyciągając mnie bliżej siebie.
-Jesteś taka gorąca – szepnął mi do ucha przez co cicho zachichotałam.
Brunet zmniejszył odległość między nami tak, że nasze ciała się stykały. Poczułam delikatne pocałunki składane na mojej szyi. Zadrżałam, następnie zamknęłam oczy rozkoszując się tym uczuciem i odchyliłam głowę do tyłu. Zjechał rękoma na moje pośladki, następnie zaczął delikatnie przygryzać i ssać skórę mojej szyi. Skrzywiłam się gdy poczułam czyjąś rękę ściskającą moje ramie i odciągającą mnie od Treya.
-Ej – jęknęłam.
-Idziemy do domu, Jen – syknęła Lena, piorunując wzrokiem chłopaka.
-Nie, ja chcę zostać z Treyem – spojrzałam na niego i przygryzłam wargę.
-Nie Jenny – złapała mnie za nadgarstek – Nie myślisz trzeźwo, potem będziesz tego żałowała. Nie pamiętasz już? To jest Trey – warknęła. - Jedziemy.
-Wiem, że to jest Trey i właśnie mieliśmy zatańczyć – uparłam się.
-Właśnie widziałam jak ten taniec wyglądał.
-Daj spokój, przecież chcemy tylko potańczyć. Zawiozę ją później do domu, nie musisz się o nią martwić. - zaproponował.
-Nie ma mowy – powiedziała i odciągnęła mnie od niego.
-Pa, Trey – krzyknęłam, ale nie usłyszałam już odpowiedzi, ponieważ już po chwili magicznie znalazłyśmy się obok auta. - Jak to zrobiłaś? - spojrzałam na nią zafascynowana.
-Co zrobiłam? - zmarszczyła brwi, otwierając drzwi samochodu.
-Przed chwilą byłyśmy w domu, a teraz jesteśmy tutaj, Lena. Jesteś czarodziejką! - wykrzyknęłam podekscytowana.
-Jenny, po prostu tutaj przyszłyśmy – westchnęła pomagając mi wsiąść.
-Oj, nie bo moje nogi nie szły – zachichotałam.
-Jest z tobą gorzej niż myślałam – wsiadła na miejsce kierowcy i zapaliła samochód.
-Nie, nie, nie! - krzyknęłam.
-Co? - zapytała.
-Nie będziesz prowadzić – skrzyżowałam ręce na piersi.
-Dlaczego? - spojrzała na mnie.
-Jesteś pijana, panno Johnson – pokręciłam głową.
-To ty jesteś pijana, ja nic nie piłam - prychnęła.
-Ja nie jestem pijana – zaśmiałam się – ubzdurałaś sobie coś.
-Tak, jasne – westchnęła i znów zapaliła samochód, następnie wyjeżdżając na drogę.
Po 15 minutach zatrzymałyśmy się pod domem Leny. Wysiadła i podeszła do moich drzwi, pomagając mi wysiąść. Wzięła mnie pod rękę i razem ruszyłyśmy w stronę drzwi wejściowych.
-Spróbuj zachowywać się normalnie moi rodzice są w domu – mruknęła.
Skinęłam głową, a ona otworzyła drzwi. Weszłyśmy po cichu do środka i ruszyłyśmy w stronę schodów na górę prowadzących do jej pokoju.
-Cześć dziewczynki – usłyszałam głos za sobą mamy Leny. Odwróciłyśmy się i ujrzałyśmy uśmiechniętą kobietę stojącą za nami.
-Dobry wieczór – przywitałam się.
-Hej, mamo. Może dzisiaj Jenny zostać u nas na noc, prawda? - zapytała.
-Tak – uśmiechnęła się. - Skąd wracacie?
-Z kina – skłamała. - My będziemy na górze, dobranoc – powiedziała pośpiesznie i pociągnęła mnie za sobą.
-Dobranoc – pożegnałam się.
Weszłyśmy do pokoju blondynki, a ona zamknęła za nami drzwi.
-Dobra to ty idź się przebierz, a ja pójdę po wodę dla ciebie – powiedziała. Podeszła do szafy i wyciągnęła z niej biały t-shirt i szorty i rzuciła je do mnie.
-Dziękuję – szepnęłam.
-Zaraz wracam – oznajmiła i szybkim krokiem wyszła z pokoju.
Zostałam sama w cichym pokoju. Ściągnęłam z siebie ciuchy i szybko przebrałam się w czyste pożyczone od Leny. Położyłam się na łóżku i zaczęłam wpatrywać się w sufit, myśląc. Alkohol tracił swoje działanie i powoli zaczęłam powracać do normalnego stanu. Sceny z dzisiejszego dnia zaczęły przelatywać przez moją głowę. Zatrzymałam się w momencie kiedy nasze spojrzenia się spotkały. Zacisnęłam oczy i przygryzłam mocno wargę. Łzy znów napłynęły do moich oczu. Chciałam dzisiaj tego uniknąć, ale on musiał tam być i wszystko zepsuć. On woli ją. Zawsze tak było. Gdyby nie zakład z pewnością po spotkaniu z nią wróciliby do siebie. Byłam jedyną przeszkodą, więc się mnie pozbył. Łzy zaczęły spływać po moich policzkach. Wplątałam palce w swoje włosy i zwinęłam na nich swoje ręce w pięści. Dlaczego byłam tak zaślepiona? Dlaczego moje życie musi być takie beznadziejne. Usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi, zakryłam twarz dłońmi.
-Przyniosłam ci wodę – podeszła do łóżka. - Co głowa boli? - zachichotała. - Trzymaj.
Odsłoniłam swoją twarz i przyjęłam wodę od przyjaciółki, przez cały czas unikając jej wzroku.
-Jenny – szepnęła.
Otworzyłam butelkę i drżącą ręką podniosłam ją do ust. Napiłam się wody, następnie ją zakręcając i odkładając na bok.
-Dlaczego płaczesz? - zapytała cicho.
-Dlaczego? - zaśmiałam się bez ani krzty wesołości. - On woli ją ode mnie Lena – kiedy powiedziałam to na głos nie mogłam już dłużej powstrzymywać mojego płaczu. - To tak cholernie boli, wiesz? - załkałam.
-Wiem, Jenny – zbliżyła się do mnie i przyciągnęła do siebie, mocno mnie przytulając. - Nie masz pewności, że są ze sobą – mruknęła pocieszająco. - Nikt nie jest lepszy od ciebie, Jenny pamiętaj o tym. Jesteś najwspanialszą dziewczyną jaką kiedykolwiek poznałam – potarła dłonią moje plecy.
-Justin tak chyba nie uważa – wymamrotałam.
-Bo jest głupi i ślepy – westchnęła. - Jenny proszę cię nie zamykaj się znowu w sobie – szepnęła. - Nienawidzę kiedy to robisz – poczułam jej łzy kapiące na moje ramie. Lena płakała przeze mnie. Przytuliłam ją jeszcze mocniej.
-Obiecuję – szepnęłam.
-Pamiętaj, że ja zawsze jestem przy tobie – powiedziała.
Skinęłam głową, siedziałyśmy obie na łóżku, przytulając się i płacząc.
-Lena, czy ja mam napisane na czole „wykorzystaj mnie i zrań”? Bo tak właśnie się czuję – załkałam. - Czuję się jakby wszyscy dookoła pragnęli tego, żebym cierpiała – zacisnęłam oczy, próbując się uspokoić.
-To nie prawda, nie wszyscy – pogłaskała mnie po włosach.
-Ale tak się czuję.. - przygryzłam wargę. - Ja naprawdę go kocham, Lena. Nie potrafię przestać – szepnęłam i spojrzałam na przyjaciółkę z łzami w oczach. - Nie potrafię o nim zapomnieć. Chciałabym, ale nie potrafię.
-Wiem, skarbie wiem – przytuliła mnie znowu do siebie pocieszając.
Justin's POV
-Liam! - krzyknąłem, stając w umówionym miejscu.
-Tu jestem chodźcie – zawołał.
Złapałem Megan za nadgarstek i pociągnąłem ją za sobą.
-Myślisz, ze ona.. - zaczęła, lecz jej przerwałem.
-Proszę nie mówmy teraz o tym – powiedziałem, próbując się uspokoić. Cały czas przed oczami miałem jej wyraz twarzy kiedy zobaczyła mnie z Megan. Potrząsnąłem głową, próbując wymazać ten obraz z pamięci, ale to nie działało. Westchnąłem gdy stanęliśmy przed blondynem.
-Mówiłem ci, żebyś tam nie przychodził – spojrzał na mnie karcąco.
-Wiem – mruknąłem.
-Widziała was? - zapytał.
Skinąłem tylko głową, odwracając głowę w bok i zaciskając swoją szczękę.
-To była impreza, może jutro nie będzie tego pamiętać – spróbowała mnie pocieszyć Meg.
-Jenny nie pije – mruknąłem.
-Tak – prychnął Liam. - Nie widziałeś jej po waszym wyjściu.
Zacisnąłem pięści i przymknąłem oczy nie chcąc już tego słuchać.
-Wszystko już przygotowane? - zapytałem zmieniając temat. - Jutro nie może nam niczego zabraknąć – popatrzyłem na nich. - Wszystko musi pójść zgodnie z planem inaczej może to się źle skończyć.
________________________________________________________________________
Jak obiecałam, dodałam dzisiaj rozdział. Jak wrażenia?
Kochani mamy prawie 90 000 wyświetleń za co wam bardzo dziękuję już teraz. Kocham was bardzo mocno i dziękuję wam za całe wsparcie, bez was już dawno bym to rzuciła. Dziękuję za wszystkie wejścia i wszystkie miłe komentarze pod rozdziałami. Mam nadzieje, że nie jesteście na mnie źli, że rozdziały pojawiają się rzadziej niż kiedyś. Kocham was bardzo mocno i jeszcze raz dziękuję.
Jeśli chodzi o moje nowe opowiadanie "Diary of Life" ( http://diary-of-lifee.blogspot.com/ ) wiem, że czekacie na 1 rozdział, ale dodam go dopiero jak skończę pisać pierwszą część "Only shadow" czyli już nie długo. Będzie to moje zajęcie na przerwę pomiędzy pierwszą a drugą częścią tego opowiadania. Tak będzie druga część historii Jenny West, mam nadzieje, że dacie mi trochę czasu na wymyślenie całej fabuł i kiedy zacznę już pisać będziecie dalej chętni do czytania tego.
Jakieś pytania? http://ask.fm/myczekk
Followujcie naszych nowych role-playerów na twitterze:
@JennyWest_OS
@JustinCross_OS
@ChrisWhite_OS
@LenaJohnson_OS
Jeśli jest ktoś chętny do założenia konta jednego z bohaterów wystarczy napisać do mnie na twitterze.
Kocham was, @changemydream
poniedziałek, 21 października 2013
Rozdział 61 "Ostatnia iskra"
Jenny's POV
Ruszył w moją stronę z tym okropnym uśmiechem na ustach. Czułam się jakbym była cała sparaliżowana, nie mogłam zrobić ani jednego ruchu. Moje serce z każdym jego krokiem biło coraz szybciej. Moje ręce zwinięte w pięści trzęsły się jak oszalałe. Nie chciałam mu pokazać swojego strachu, ale nie potrafiłam się uspokoić. Zmniejszył odległość między nami i stanął przede mną. Przełknęłam wielką gule w gardle i spojrzałam na niego.
-Coś się stało – zapytał – Wydajesz się być zestresowana – zakpił ze mnie.
Pokręciłam głową i wbiłam wzrok w podłogę.
-To przez zerwanie z Crossem? - jego nazwisko wymówił z jadem w głosie.
Znów zapiekły mnie oczy. Nie chciałam o tym rozmawiać i na pewno nie z nim. Zacisnęłam oczy marząc o tym, żeby to był tylko jeden z moich koszmarów i po chwili się obudzę.
-Skrzywdził cię prawda? - przejechał swoją szorstką dłonią po moim policzku, automatycznie się odsunęłam i odwróciłam wzrok w bok. - Jestem tutaj, mogę pomóc ci zapomnieć – krzywy uśmiech zagościł na jego twarzy. Znów zrobiłam kilka kroków w tył i spojrzałam na niego zarówno z obrzydzeniem jak i przerażeniem. Zbliżył się do mnie, ale
-Przepraszam! - kobiecy głos rozszedł się po całej sali gimnastycznej. Szybko odwróciłam głowę do tyłu, a w drzwiach stała Lena. Uśmiechnęła się radośnie i zaczęła iść w naszą stronę przez co Chris się odsunął.
-Tak, panno Johnson? - zapytał.
-Razem z Jenny miałyśmy wracać do domu, ale dostała karę, więc zamiast czekać na korytarzu, mogłabym sobie usiąść tutaj na sali? - zapytała i spojrzała na mężczyznę.
-Tak – westchnął i podrapał się po karku. - Usiądź – wskazał ręką na ławkę nie daleko nas.
-Dziękuję – uśmiechnęła się znowu do niego.
Spadł mi kamień z serca. Tak bardzo chciałam ją teraz uściskać za to, że tu przyszła. Przy niej musi się powstrzymywać i trzymać ręce z daleka ode mnie. Odetchnęłam z ulgą i odsunęłam się jeszcze bardziej od bruneta.
-Od czego mam zacząć? - zapytałam cicho.
-Posprzątaj piłki, kiedy skończysz powiem ci co dalej – mruknął.
Skinęłam głową i zaczęłam chodzić po sali, zbierając po drodze różne piłki.
***
Usiadłam na łóżku i spojrzałam na swoją przyjaciółkę, która cały czas mi się troskliwie przyglądała.
-Lena, przestań – westchnęłam.
-Co mam przestać? - zmarszczyła brwi.
-Przestań mi się tak przyglądać.
-Ja po prostu.. Wyglądasz na przybitą – powiedziała zmartwiona.
-Ten dzień nie należy do najlepszych – mruknęłam i odwróciłam wzrok.
-Może mogłabym coś zrobić, żeby polepszyć ci humor? - zapytała.
-Jest coś takiego – spojrzałam na nią, kiedy naszedł mnie pomysł. - Chodźmy na imprezę – uśmiechnęłam się lekko.
-Chcesz iść na imprezę? - popatrzyła na mnie z uniesionymi brwiami. - Jennifer West chce iść na imprezę? - powtórzyła.
-Tak – przewróciłam oczami. - Chcę zapomnieć, Lena – szepnęłam.
-Wiesz, że alkohol to nie jest dobre wyjście? - zapytała.
-Innego nie znam – mruknęłam.
-Jen..
-Próbowałam wszystkiego, naprawdę wszystkiego.. - szepnęłam. - Chcę chociaż na jeden wieczór się wyluzować i zapomnieć czy to jest coś złego? Czy to jest coś złego, że nie chcę już cierpieć? - zapytałam, a łzy napłynęły do moich oczu.
-Nie, to nic złego – przyciągnęła mnie do siebie i przytuliła. - Pójdziemy – westchnęła.
-Dziękuję – wtuliłam się w nią, lecz po chwili się odsunęłam.
-Słyszałam, że Will robi dzisiaj wieczorem imprezę – uśmiechnęła się.
-Justin z pewnością tam będzie – jęknęłam i położyłam się na brzuchu na łóżku.
-Wątpię, że będzie, ale nawet jeśli nie możesz go unikać całe życie, Jenny. Po prostu musisz mu pokazać, że jesteś silna i nie masz zamiaru za nim płakać – wytłumaczyła.
-Ale ja nie jestem silna i mam zamiar za nim płakać – wymamrotałam w poduszkę.
-Nie obchodzi mnie to. To był twój pomysł, więc idziemy tam i bez dyskusji, młoda panno – zerwała się na nogi.
-Poczułam się jakby mówiła do mnie Sticks – zachichotałam.
-Nawet tak nie mów – wzdrygnęła się. - Nigdy mnie do niej nie porównuj – wskazała na mnie palcem wskazującym.
-Dobrze, dobrze – zaśmiałam się. - Mam jeszcze jedną prośbę.
-Tak? - uśmiechnęła się.
-Wybierzesz mi coś ładnego do ubrania? - zapytałam.
-Dlaczego sama nie możesz tego zrobić – uniosła jedną brew.
-Jestem leniwa – westchnęłam. - A ty kochasz to robić – zachęciłam ją.
-Widzę, że komuś się polepszył humor – uśmiechnęła się szeroko.
-Troszeczkę – uniosłam lekko kącik ust.
-Wiem, wiem to dzięki mnie – zachichotała i podeszła do mojej szafy. Zaczęła przeglądać moje rzeczy i rzucać we mnie tym co jej się spodoba.
-Lena, nie ubiorę się w to wszystko – zaczęłam zbierać ubrania.
-Zaraz coś wybierzemy. Musisz też mi coś pożyczyć, nie mam zamiaru wracać teraz do domu.
***
-Nie jestem pewna czy powinnyśmy tam iść – westchnęłam siedząc w samochodzie przed domem Willa.
-Dlaczego nie? Jeszcze pięć minut temu nie miałaś żadnych wątpliwości – westchnęłam.
-Bo to było pięć minut temu, teraz jest inaczej – zagryzłam wargę.
-Miałaś się rozluźnić prawda? - zapytała i otworzyła drzwi.
-Tak, ale..
-Jeśli za chwile nie wysiądziesz z tego samochodu sama cię z niego wyciągnę – zagroziła.
Westchnęłam i otworzyłam drzwi, następnie wysiadając z auta. Poczułam chłodne powietrze na mojej odsłoniętej skórze na ramionach. Pośpieszyłam za Leną w stronę wejścia, aby dostać się do ciepłego wnętrza domu. Głośna muzyka i głosy bawiących się ludzi było słychać na kilometr, więc nawet nie bawiłyśmy się w pukanie do drzwi, ponieważ było pewne, że nikt nam nie otworzy. Lena nacisnęła na klamkę i drzwi uchyliły się przed nami. Weszłyśmy do środka i zamknęłyśmy za sobą drzwi. Lena uśmiechnęła się do mnie i pociągnęła mnie za sobą.
-Jenny! - krzyknął ktoś za naszymi plecami. Po odwróceniu się zobaczyłyśmy Liama idącego w naszą stronę.
-Hej – uśmiechnęłam się lekko.
-Co wy tutaj robicie? Nie miałem pojęcia, że przyjdziecie – podrapał się nerwowo po karku.
-Nagła decyzja – oznajmiła Lena.
-Tak, więc może napijecie się ze mną? - wymusił uśmiech.
-Jasne – odparłam nie pewnie. - Coś się stało? - zapytałam.
-Nie – odparł.
-Jeśli nie chcesz, żebym tutaj była to po prostu powiedz.. - mruknęłam.
-Żartujesz sobie? Cieszę się, że tutaj jesteś – zaśmiał się. - Chodźcie – ruszyłyśmy za nim do kuchni. - Czego się napijecie? - zapytał.
-Zrób nam dwa drinki – powiedziała Lena.
-Liam, gdzie tutaj znajdę toaletę? - zapytałam.
-Nie wiem czy uda ci się przebić do tej na dole, więc poleciłbym ci skorzystać z tej na górze, pierwsze drzwi po lewej.
-Dzięki – powiedziałam i ruszyłam w stronę schodów. Odwróciłam wzrok w prawo, kiedy postawiłam nogę na pierwszym schodku. Nasze spojrzenia się spotkały. Jego smutne oczy wpatrywały się w moje. Czułam się jakby wszystko dookoła zwolniło, byliśmy tylko ja i on. Serce zabiło mi szybciej, a smutek znów do mnie powrócił. W końcu udało mi się oderwać od niego wzrok. Stała obok niego dziewczyna w długich, czarnych, kręconych włosach. Podążyła za jego wzrokiem i spojrzała na mnie. Od razu ją poznałam, obok Justina stała Megan Harris.
Justin's POV
-Coś ty sobie myślała? - zapytałem wkurzony tą sytuacją.
-To nie był mój pomysł – westchnęła.
-Ale to ty tutaj ją przyprowadziłaś – zacisnąłem dłonie.
-Poprosiła mnie, żebym z nią tutaj przyszła – spojrzała na mnie.
-Wiesz, że pogorszyłaś sprawę? Cholera, nie widziałaś jej miny kiedy zobaczyła ze mną Megan – syknąłem.
-Nie wiedziałam, że ona tutaj już będzie – zagryzła wargę i spuściła wzrok.
-Zabierz Jenny bezpiecznie do domu i postaraj się, żeby miała wyłączony telefon – wypuściłem powietrze. - My już wychodzimy – spojrzałem na Megan.
-Dobrze – odparła i spojrzała na mnie smutno. - Jutro?
-Jutro – mruknąłem i oddaliłem się od niej.
______________________________________________
Bardzo trudno pisało mi się ten rozdział, ale mam nadzieję, że chociaż trochę wam się spodoba :)
Chciałabym was poprosić, abyście pisali w komentarzach swoją opinię o nowych rozdziałach, byłabym bardzo szczęśliwa i na pewno zmotywowałoby mnie to do szybszego pisania. Dziękuję, kocham was.
Jakieś pytania? http://ask.fm/myczekk
Followujcie naszych nowych role-playerów na twitterze:
@JennyWest_OS
@JustinCross_OS
@ChrisWhite_OS
@LenaJohnson_OS
Jeśli jest ktoś chętny do założenia konta jednego z bohaterów wystarczy napisać do mnie na twitterze.
Kocham was, @changemydream
Ruszył w moją stronę z tym okropnym uśmiechem na ustach. Czułam się jakbym była cała sparaliżowana, nie mogłam zrobić ani jednego ruchu. Moje serce z każdym jego krokiem biło coraz szybciej. Moje ręce zwinięte w pięści trzęsły się jak oszalałe. Nie chciałam mu pokazać swojego strachu, ale nie potrafiłam się uspokoić. Zmniejszył odległość między nami i stanął przede mną. Przełknęłam wielką gule w gardle i spojrzałam na niego.
-Coś się stało – zapytał – Wydajesz się być zestresowana – zakpił ze mnie.
Pokręciłam głową i wbiłam wzrok w podłogę.
-To przez zerwanie z Crossem? - jego nazwisko wymówił z jadem w głosie.
Znów zapiekły mnie oczy. Nie chciałam o tym rozmawiać i na pewno nie z nim. Zacisnęłam oczy marząc o tym, żeby to był tylko jeden z moich koszmarów i po chwili się obudzę.
-Skrzywdził cię prawda? - przejechał swoją szorstką dłonią po moim policzku, automatycznie się odsunęłam i odwróciłam wzrok w bok. - Jestem tutaj, mogę pomóc ci zapomnieć – krzywy uśmiech zagościł na jego twarzy. Znów zrobiłam kilka kroków w tył i spojrzałam na niego zarówno z obrzydzeniem jak i przerażeniem. Zbliżył się do mnie, ale
-Przepraszam! - kobiecy głos rozszedł się po całej sali gimnastycznej. Szybko odwróciłam głowę do tyłu, a w drzwiach stała Lena. Uśmiechnęła się radośnie i zaczęła iść w naszą stronę przez co Chris się odsunął.
-Tak, panno Johnson? - zapytał.
-Razem z Jenny miałyśmy wracać do domu, ale dostała karę, więc zamiast czekać na korytarzu, mogłabym sobie usiąść tutaj na sali? - zapytała i spojrzała na mężczyznę.
-Tak – westchnął i podrapał się po karku. - Usiądź – wskazał ręką na ławkę nie daleko nas.
-Dziękuję – uśmiechnęła się znowu do niego.
Spadł mi kamień z serca. Tak bardzo chciałam ją teraz uściskać za to, że tu przyszła. Przy niej musi się powstrzymywać i trzymać ręce z daleka ode mnie. Odetchnęłam z ulgą i odsunęłam się jeszcze bardziej od bruneta.
-Od czego mam zacząć? - zapytałam cicho.
-Posprzątaj piłki, kiedy skończysz powiem ci co dalej – mruknął.
Skinęłam głową i zaczęłam chodzić po sali, zbierając po drodze różne piłki.
***
Usiadłam na łóżku i spojrzałam na swoją przyjaciółkę, która cały czas mi się troskliwie przyglądała.
-Lena, przestań – westchnęłam.
-Co mam przestać? - zmarszczyła brwi.
-Przestań mi się tak przyglądać.
-Ja po prostu.. Wyglądasz na przybitą – powiedziała zmartwiona.
-Ten dzień nie należy do najlepszych – mruknęłam i odwróciłam wzrok.
-Może mogłabym coś zrobić, żeby polepszyć ci humor? - zapytała.
-Jest coś takiego – spojrzałam na nią, kiedy naszedł mnie pomysł. - Chodźmy na imprezę – uśmiechnęłam się lekko.
-Chcesz iść na imprezę? - popatrzyła na mnie z uniesionymi brwiami. - Jennifer West chce iść na imprezę? - powtórzyła.
-Tak – przewróciłam oczami. - Chcę zapomnieć, Lena – szepnęłam.
-Wiesz, że alkohol to nie jest dobre wyjście? - zapytała.
-Innego nie znam – mruknęłam.
-Jen..
-Próbowałam wszystkiego, naprawdę wszystkiego.. - szepnęłam. - Chcę chociaż na jeden wieczór się wyluzować i zapomnieć czy to jest coś złego? Czy to jest coś złego, że nie chcę już cierpieć? - zapytałam, a łzy napłynęły do moich oczu.
-Nie, to nic złego – przyciągnęła mnie do siebie i przytuliła. - Pójdziemy – westchnęła.
-Dziękuję – wtuliłam się w nią, lecz po chwili się odsunęłam.
-Słyszałam, że Will robi dzisiaj wieczorem imprezę – uśmiechnęła się.
-Justin z pewnością tam będzie – jęknęłam i położyłam się na brzuchu na łóżku.
-Wątpię, że będzie, ale nawet jeśli nie możesz go unikać całe życie, Jenny. Po prostu musisz mu pokazać, że jesteś silna i nie masz zamiaru za nim płakać – wytłumaczyła.
-Ale ja nie jestem silna i mam zamiar za nim płakać – wymamrotałam w poduszkę.
-Nie obchodzi mnie to. To był twój pomysł, więc idziemy tam i bez dyskusji, młoda panno – zerwała się na nogi.
-Poczułam się jakby mówiła do mnie Sticks – zachichotałam.
-Nawet tak nie mów – wzdrygnęła się. - Nigdy mnie do niej nie porównuj – wskazała na mnie palcem wskazującym.
-Dobrze, dobrze – zaśmiałam się. - Mam jeszcze jedną prośbę.
-Tak? - uśmiechnęła się.
-Wybierzesz mi coś ładnego do ubrania? - zapytałam.
-Dlaczego sama nie możesz tego zrobić – uniosła jedną brew.
-Jestem leniwa – westchnęłam. - A ty kochasz to robić – zachęciłam ją.
-Widzę, że komuś się polepszył humor – uśmiechnęła się szeroko.
-Troszeczkę – uniosłam lekko kącik ust.
-Wiem, wiem to dzięki mnie – zachichotała i podeszła do mojej szafy. Zaczęła przeglądać moje rzeczy i rzucać we mnie tym co jej się spodoba.
-Lena, nie ubiorę się w to wszystko – zaczęłam zbierać ubrania.
-Zaraz coś wybierzemy. Musisz też mi coś pożyczyć, nie mam zamiaru wracać teraz do domu.
***
-Nie jestem pewna czy powinnyśmy tam iść – westchnęłam siedząc w samochodzie przed domem Willa.
-Dlaczego nie? Jeszcze pięć minut temu nie miałaś żadnych wątpliwości – westchnęłam.
-Bo to było pięć minut temu, teraz jest inaczej – zagryzłam wargę.
-Miałaś się rozluźnić prawda? - zapytała i otworzyła drzwi.
-Tak, ale..
-Jeśli za chwile nie wysiądziesz z tego samochodu sama cię z niego wyciągnę – zagroziła.
Westchnęłam i otworzyłam drzwi, następnie wysiadając z auta. Poczułam chłodne powietrze na mojej odsłoniętej skórze na ramionach. Pośpieszyłam za Leną w stronę wejścia, aby dostać się do ciepłego wnętrza domu. Głośna muzyka i głosy bawiących się ludzi było słychać na kilometr, więc nawet nie bawiłyśmy się w pukanie do drzwi, ponieważ było pewne, że nikt nam nie otworzy. Lena nacisnęła na klamkę i drzwi uchyliły się przed nami. Weszłyśmy do środka i zamknęłyśmy za sobą drzwi. Lena uśmiechnęła się do mnie i pociągnęła mnie za sobą.
-Jenny! - krzyknął ktoś za naszymi plecami. Po odwróceniu się zobaczyłyśmy Liama idącego w naszą stronę.
-Hej – uśmiechnęłam się lekko.
-Co wy tutaj robicie? Nie miałem pojęcia, że przyjdziecie – podrapał się nerwowo po karku.
-Nagła decyzja – oznajmiła Lena.
-Tak, więc może napijecie się ze mną? - wymusił uśmiech.
-Jasne – odparłam nie pewnie. - Coś się stało? - zapytałam.
-Nie – odparł.
-Jeśli nie chcesz, żebym tutaj była to po prostu powiedz.. - mruknęłam.
-Żartujesz sobie? Cieszę się, że tutaj jesteś – zaśmiał się. - Chodźcie – ruszyłyśmy za nim do kuchni. - Czego się napijecie? - zapytał.
-Zrób nam dwa drinki – powiedziała Lena.
-Liam, gdzie tutaj znajdę toaletę? - zapytałam.
-Nie wiem czy uda ci się przebić do tej na dole, więc poleciłbym ci skorzystać z tej na górze, pierwsze drzwi po lewej.
-Dzięki – powiedziałam i ruszyłam w stronę schodów. Odwróciłam wzrok w prawo, kiedy postawiłam nogę na pierwszym schodku. Nasze spojrzenia się spotkały. Jego smutne oczy wpatrywały się w moje. Czułam się jakby wszystko dookoła zwolniło, byliśmy tylko ja i on. Serce zabiło mi szybciej, a smutek znów do mnie powrócił. W końcu udało mi się oderwać od niego wzrok. Stała obok niego dziewczyna w długich, czarnych, kręconych włosach. Podążyła za jego wzrokiem i spojrzała na mnie. Od razu ją poznałam, obok Justina stała Megan Harris.
Justin's POV
-Coś ty sobie myślała? - zapytałem wkurzony tą sytuacją.
-To nie był mój pomysł – westchnęła.
-Ale to ty tutaj ją przyprowadziłaś – zacisnąłem dłonie.
-Poprosiła mnie, żebym z nią tutaj przyszła – spojrzała na mnie.
-Wiesz, że pogorszyłaś sprawę? Cholera, nie widziałaś jej miny kiedy zobaczyła ze mną Megan – syknąłem.
-Nie wiedziałam, że ona tutaj już będzie – zagryzła wargę i spuściła wzrok.
-Zabierz Jenny bezpiecznie do domu i postaraj się, żeby miała wyłączony telefon – wypuściłem powietrze. - My już wychodzimy – spojrzałem na Megan.
-Dobrze – odparła i spojrzała na mnie smutno. - Jutro?
-Jutro – mruknąłem i oddaliłem się od niej.
______________________________________________
Bardzo trudno pisało mi się ten rozdział, ale mam nadzieję, że chociaż trochę wam się spodoba :)
Chciałabym was poprosić, abyście pisali w komentarzach swoją opinię o nowych rozdziałach, byłabym bardzo szczęśliwa i na pewno zmotywowałoby mnie to do szybszego pisania. Dziękuję, kocham was.
Jakieś pytania? http://ask.fm/myczekk
Followujcie naszych nowych role-playerów na twitterze:
@JennyWest_OS
@JustinCross_OS
@ChrisWhite_OS
@LenaJohnson_OS
Jeśli jest ktoś chętny do założenia konta jednego z bohaterów wystarczy napisać do mnie na twitterze.
Kocham was, @changemydream
środa, 16 października 2013
Rozdział 60 "Ucieczka"
Jenny's POV
Zacisnęłam ręce na kartce. Do moich oczu znów napłynęły łzy. Zgniotłam papier w dłoni i chwyciłam swoją torbę szybko ruszając przed siebie. Musiałam się w tej chwili jak najszybciej dostać do samochodu i wrócić do domu. Rzuciłam zgniecioną kartkę i wytarłam łzy z policzka. Kiedy miałam już opuścić budynek poczułam czyjąś rękę na swoim ramieniu.
-A panienka gdzie się wybiera? - zapytał znienawidzony przeze mnie głos.
Odwróciłam się na pięcie w stronę osoby mówiącej.
-Źle się czuję – westchnęłam.
-A czy rodzice cię zwolnili panno, West? Niech zgadnę nie – powiedziała irytującym głosem moja nauczycielka historii. Ta kobieta wręcz mnie nienawidziła. Odwzajemniałam to głębokie uczucie. Ku mojemu szczęściu zadzwonił dzwonek, więc nauczycielka będzie musiała dać mi spokój. -Więc? - spytała – Jest zwolnienie czy go nie ma? - zapytała ponownie.
-Nie ma – mruknęłam.
-Więc muszę panienkę zaprowadzić prosto do klasy i powiadomić wychowawcę o pani wyczynie – poinformowała mnie.
-Przecież nic nie zrobiłam! – uniosłam głos, łzy ponownie napłynęły do moich oczu.
-Szacunku za grosz, o tym też poinformuję – złapała mnie za ramię i zaczęła prowadzić mnie przez korytarz. -Jaką masz teraz lekcje? - zapytała.
-WF – wymamrotałam.
-Powiem twojemu trenerowi, aby nie spuszczał cię z oka. Wagary nie są mile widziane u nas w szkole. - powiedziała i ruszyła razem ze mną w stronę sali gimnastycznej.
Nienawidzę tej kobiety. Ledwo co mogłam powstrzymać łzy, a ona przez cały czas dokładała mi kłody pod nogi. Gdy wspomniała o Chrisie, moje ciało całe zesztywniałe. To właśnie przed nim chciałam uciec. Moje życie jest skończone, proszę zabijcie mnie zanim tam wejdę.
-Przepraszam, że zakłócam pańską lekcję, ale muszę z panem porozmawiać – powiedziała historyczka przy wejściu.
-Nie ma sprawy, już idę – odparł nie zauważając mnie. - Dziewczęta rozgrzejcie się a ja pójdę porozmawiać z panią Sticks. - polecił i ruszył w naszą stronę. Gdy ujrzał mnie po boku nauczycielki kącik jego ust uniósł się do uśmiechu. Spuściłam szybko głowę, aby na niego nie patrzeć i wbiłam swój wzrok w swoje buty.- Co panią tutaj sprowadza?
-Ta uczennica próbowała uciec ze szkoły, dlatego przyprowadzam ją na lekcje – wytłumaczyła.
-Chciała uciec? Nie wiedziałem, że Jen byłaby do tego zdolna, to bardzo porządna uczennica – powiedział udając zaskoczonego.
-Mnie też to zdziwiło – odparła. - Nie myśl sobie, że ominie cię kara – zwróciła się do mnie. -
-Kara? - uniosłam szybko na nią wzrok.
-Będziesz zostawać przez miesiąc po lekcjach – oznajmiła.
-Pani Sticks, to jej pierwsze przewinienie moglibyśmy złagodzić karę. Mam nawet pomysł. Zawsze po całym dniu pracy zostaję sam z tym całym sprzętem i potrzebowałbym kogoś do pomocy, aby go sprzątnąć. Jennifer mogłaby mi pomagać po lekcjach przez dwa tygodnie.
-To dobry pomysł – zgodziła się nauczycielka.
-Już wolę zostawać po lekcjach – cała zadrżałam przez jego propozycję.
-Nie, decyzja już podjęta – oznajmiła nauczycielka. - Zaczynasz od dzisiaj, a jeśli przyjdzie ci do głowy pomysł aby znowu uciec przedłużymy karę o miesiąc – zagroziła mi palcem wskazującym i ruszyła do wyjścia.
Czułam palący wzrok Chrisa na sobie, nie chciałam podnosić na niego wzroku, więc nadal wpatrywałam się w ziemie.
-West, marsz do szatni się przebierać – rozgrzmiał jego głos, a ja szybkim krokiem ruszyłam do szatni zostawiając go w tyle. Kiedy już zamknęłam za sobą drzwi, cała się trzęsłam, wybuchłam niekontrolowanym płaczem. Moje życie z minuty na minuty stawało się coraz gorsze. Nie mogę zostawać przez dwa tygodnie sam na sam z tym zboczeńcem na sali gimnastycznej. Nie chciałam się do niego zbliżać, ale teraz to było nie możliwe. Myślałam, że po zerwaniu z Justinem nic gorszego mi się nie zdarzy, ale właśnie się dzieje. Usiadłam na ławce i schowałam twarz w dłoniach. Nagle usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi, zacisnęłam oczy i szybko wytarłam łzy, prostując się. Spojrzałam w górę i stanął przede mną wysoki mężczyzna. Chris usiadł obok mnie i położył rękę na moim ramieniu, wzdrygnęłam się i odsunęłam od niego przez co on zachichotał.
-Jeśli chcesz możesz dzisiaj zostać tutaj przez całe zajęcia – oznajmił i wstał. - Widzimy się po lekcjach. Uwierz mi skorzystamy oboje na tej karze – uśmiechnął się triumfalnie i wyszedł.
Przez jego dotyk cała się trzęsłam. Nie mogłam się uspokoić. Chciałam teraz tylko móc z kimś o tym porozmawiać, tak jak zawsze mogłam z Justinem. Tylko on wiedział i nikt więcej nie mógł. Zostałam z tym sama. Tak bardzo teraz potrzebowałam, żeby ktoś mnie teraz przytulił.
Justin's POV
-Nie wiem gdzie ona może być – podrapałem się nerwowo po tyle głowy i westchnąłem. Minęła już połowa lekcji a my dalej szukaliśmy Jen po całej szkole. - Co jeśli pojechała do domu?
-Jenny nie chodzi na wagary, Justin – sapnęła Lena.
-Ze mną chodziła – uśmiechnąłem się do siebie, ale po chwili uśmiech zbladł przypominając sobie, że to koniec.
-Wybaczy ci Justin – pocieszyła mnie Lena, kładąc dłoń na moim ramieniu.
-Wątpię, skrzywdziłem ją – mruknąłem, spuszczając wzrok.
-Wybaczy – powiedziała i posłała mi delikatny uśmiech. To było takie dziwne jeszcze jakiś czas temu ta dziewczyna mnie wręcz nienawidziła a teraz? Wszystko się zmienia.
Do moich uszu doszedł cichy dźwięk jakby ktoś pociągał nosem, odwróciłem się w tą stronę i ujrzałem drzwi prowadzące do szatni.
-Jaką teraz powinnyście mieć lekcje? - zapytałem, marszcząc brwi.
-WF, a co? - zapytała.
-Poczekaj, zaraz wrócę – zostawiłem ją w tyle i wszedłem do środka. Usłyszałem cichy płacz, więc ruszyłem w tamtą stronę. Na końcu szatni, Jenny siedziała na ławce z przyciągniętymi nogami do piersi cicho płacząc w swoje ramiona. Nie potrafiłem jej oglądać w takim stanie, serce kroiło mi się na części, widząc jaka jest przygnębiona, a to wszystko moja wina. Jak ja mogłem do tego doprowadzić? Fala poczucia winy ogarnęła moje ciało. Zbliżyłem się do niej i usiadłem obok niej, chyba wyczuła moją obecność, ponieważ zaczęła wycierać łzy. Położyłem dłoń na jej kolanie.
-Jenny.. - szepnąłem.
Wzdrygnęła się i odsunęła strzepując rękę ze swojego kolana. Spojrzała na mnie spod swoich czarnych rzęs.
-Czego chcesz? - mruknęła.
-Chciałem..
-Wyjdź stąd – warknęła.
-Ale..
-Nie chcę z tobą rozmawiać, odejdź - schowała twarz w swoich ramionach. Po chwili westchnęła i uniosła wzrok.
-Po co tutaj przyszedłeś? - zapytała. - Mówiłam ci, że nie chcę cię widzieć. Nienawidzę Cię, Justin, rozumiesz? - spojrzała na mnie spode łba. Dla mnie już nie istniejesz – powiedziała z jadem w głosie, spojrzała na mnie oczami pełnymi łez.
Te słowa uderzyły we mnie jak skała, tysiące skał. Wiedziałem, że jest pod wpływem emocji, ale część mnie czuła, że te słowa były prawdziwe. Wstałem z miejsca i ruszyłem do wyjścia, po drodze mrucząc pod nosem jakieś przeprosiny.
Jenny's POV
Zbliżał się koniec lekcji. Co chwilę przenosiłam swój wzrok znad zeszytu na zegar na ścianie. Ciche tykanie rozbrzmiewało w klasie, gdy wszyscy w ciszy rozwiązywali zadanie z matematyki. Mijały minuty, a ja coraz bardziej się denerwowałam. Kiedy zadzwonił dzwonek ja ciągle wpatrywałam się przed siebie aż do momentu, gdy Lena stanęła przede mną i ręką zaczęła machać przed moją twarzą.
-Halo, Jenny. Lekcja się skończyła – powiedziała.
-Umm.. Wiem – westchnęłam.
-Coś się stało? - zapytała.
-Oprócz tego, że moje życie to koszmar, to nie, wszystko w porządku – powiedziałam sarkastycznie.
-Głupio pytam – westchnęła. - Może pójdziemy teraz do mnie? Pogadamy, pooglądamy jakiś film – zaproponowała.
-Nie mogę – powiedziałam smutno. Wstałam z miejsca i zaczęłam się pakować moimi wciąż trzęsącymi się rękami. Chciałam ukryć zdenerwowanie i strach, ale to nie jest takie proste.
-Czemu nie możesz? - zmarszczyła brwi.
-Dostałam karę i muszę zostać po lekcjach – westchnęłam i ruszyłam w stronę drzwi, a Lena szła tuż za mną.
-Co zrobiłaś? - zapytała.
-Chciałam po lunchu wrócić do domu, ale Sticks mnie złapała.
-Chciałaś uciec? - zapytała. - Przez Justina?
-Po prostu chciałam się stąd wynieść jak najszybciej, a teraz muszę siedzieć jeszcze dłużej – mruknęłam.
-Posiedzisz tą godzinę w klasie chociaż nie, będziesz miała spokój – pocieszyła mnie.
-Chciałabym, ale wymyślili dla mnie inną karę – przygryzłam wargę.
-Jaką karę? - dorównała mi kroku.
-Miałam wtedy WF i trener wymyślił, że po zajęciach mogę mu pomóc w sprzątaniu sprzętu na sali – odparłam drżącym głosem.
-Że co? - zapytała z szeroko otwartymi oczami.
-No przecież powiedziałam ci – westchnęłam.
-Ale ty nie możesz tam pójść – uniosła głos.
-Lena, nie mam innego wyjścia – wybełkotałam i stanęłam przed drzwiami sali gimnastycznej. - Zobaczymy się później – szepnęłam i weszłam do środka. Wzięłam głęboki wdech i wydech. Muszę jakoś przez to przejść. Przerażenie ogarnęło moje ciało, gdy stał oparty o ścianę czekając na mnie.
_____________________________________________________________
Jak myślicie co dalej będzie z Junny? Co planuje Chris?
Nie planowałam tego, że dodam dzisiaj rozdział bo miał być dopiero pod koniec tygodnia, ale mam teraz wielką wenę i cały czas piszę, więc myślę, że rozdziały będą się pojawiać trochę częściej niż zwykle :) Mam nadzieje, że ten też wam się spodobał.
Jakieś pytania? http://ask.fm/myczekk
Followujcie naszych nowych role-playerów na twitterze:
@JennyWest_OS
@JustinCross_OS
@ChrisWhite_OS
@LenaJohnson_OS
Jeśli jest ktoś chętny do założenia konta jednego z bohaterów wystarczy napisać do mnie na twitterze.
Kocham was, @changemydream
Zacisnęłam ręce na kartce. Do moich oczu znów napłynęły łzy. Zgniotłam papier w dłoni i chwyciłam swoją torbę szybko ruszając przed siebie. Musiałam się w tej chwili jak najszybciej dostać do samochodu i wrócić do domu. Rzuciłam zgniecioną kartkę i wytarłam łzy z policzka. Kiedy miałam już opuścić budynek poczułam czyjąś rękę na swoim ramieniu.
-A panienka gdzie się wybiera? - zapytał znienawidzony przeze mnie głos.
Odwróciłam się na pięcie w stronę osoby mówiącej.
-Źle się czuję – westchnęłam.
-A czy rodzice cię zwolnili panno, West? Niech zgadnę nie – powiedziała irytującym głosem moja nauczycielka historii. Ta kobieta wręcz mnie nienawidziła. Odwzajemniałam to głębokie uczucie. Ku mojemu szczęściu zadzwonił dzwonek, więc nauczycielka będzie musiała dać mi spokój. -Więc? - spytała – Jest zwolnienie czy go nie ma? - zapytała ponownie.
-Nie ma – mruknęłam.
-Więc muszę panienkę zaprowadzić prosto do klasy i powiadomić wychowawcę o pani wyczynie – poinformowała mnie.
-Przecież nic nie zrobiłam! – uniosłam głos, łzy ponownie napłynęły do moich oczu.
-Szacunku za grosz, o tym też poinformuję – złapała mnie za ramię i zaczęła prowadzić mnie przez korytarz. -Jaką masz teraz lekcje? - zapytała.
-WF – wymamrotałam.
-Powiem twojemu trenerowi, aby nie spuszczał cię z oka. Wagary nie są mile widziane u nas w szkole. - powiedziała i ruszyła razem ze mną w stronę sali gimnastycznej.
Nienawidzę tej kobiety. Ledwo co mogłam powstrzymać łzy, a ona przez cały czas dokładała mi kłody pod nogi. Gdy wspomniała o Chrisie, moje ciało całe zesztywniałe. To właśnie przed nim chciałam uciec. Moje życie jest skończone, proszę zabijcie mnie zanim tam wejdę.
-Przepraszam, że zakłócam pańską lekcję, ale muszę z panem porozmawiać – powiedziała historyczka przy wejściu.
-Nie ma sprawy, już idę – odparł nie zauważając mnie. - Dziewczęta rozgrzejcie się a ja pójdę porozmawiać z panią Sticks. - polecił i ruszył w naszą stronę. Gdy ujrzał mnie po boku nauczycielki kącik jego ust uniósł się do uśmiechu. Spuściłam szybko głowę, aby na niego nie patrzeć i wbiłam swój wzrok w swoje buty.- Co panią tutaj sprowadza?
-Ta uczennica próbowała uciec ze szkoły, dlatego przyprowadzam ją na lekcje – wytłumaczyła.
-Chciała uciec? Nie wiedziałem, że Jen byłaby do tego zdolna, to bardzo porządna uczennica – powiedział udając zaskoczonego.
-Mnie też to zdziwiło – odparła. - Nie myśl sobie, że ominie cię kara – zwróciła się do mnie. -
-Kara? - uniosłam szybko na nią wzrok.
-Będziesz zostawać przez miesiąc po lekcjach – oznajmiła.
-Pani Sticks, to jej pierwsze przewinienie moglibyśmy złagodzić karę. Mam nawet pomysł. Zawsze po całym dniu pracy zostaję sam z tym całym sprzętem i potrzebowałbym kogoś do pomocy, aby go sprzątnąć. Jennifer mogłaby mi pomagać po lekcjach przez dwa tygodnie.
-To dobry pomysł – zgodziła się nauczycielka.
-Już wolę zostawać po lekcjach – cała zadrżałam przez jego propozycję.
-Nie, decyzja już podjęta – oznajmiła nauczycielka. - Zaczynasz od dzisiaj, a jeśli przyjdzie ci do głowy pomysł aby znowu uciec przedłużymy karę o miesiąc – zagroziła mi palcem wskazującym i ruszyła do wyjścia.
Czułam palący wzrok Chrisa na sobie, nie chciałam podnosić na niego wzroku, więc nadal wpatrywałam się w ziemie.
-West, marsz do szatni się przebierać – rozgrzmiał jego głos, a ja szybkim krokiem ruszyłam do szatni zostawiając go w tyle. Kiedy już zamknęłam za sobą drzwi, cała się trzęsłam, wybuchłam niekontrolowanym płaczem. Moje życie z minuty na minuty stawało się coraz gorsze. Nie mogę zostawać przez dwa tygodnie sam na sam z tym zboczeńcem na sali gimnastycznej. Nie chciałam się do niego zbliżać, ale teraz to było nie możliwe. Myślałam, że po zerwaniu z Justinem nic gorszego mi się nie zdarzy, ale właśnie się dzieje. Usiadłam na ławce i schowałam twarz w dłoniach. Nagle usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi, zacisnęłam oczy i szybko wytarłam łzy, prostując się. Spojrzałam w górę i stanął przede mną wysoki mężczyzna. Chris usiadł obok mnie i położył rękę na moim ramieniu, wzdrygnęłam się i odsunęłam od niego przez co on zachichotał.
-Jeśli chcesz możesz dzisiaj zostać tutaj przez całe zajęcia – oznajmił i wstał. - Widzimy się po lekcjach. Uwierz mi skorzystamy oboje na tej karze – uśmiechnął się triumfalnie i wyszedł.
Przez jego dotyk cała się trzęsłam. Nie mogłam się uspokoić. Chciałam teraz tylko móc z kimś o tym porozmawiać, tak jak zawsze mogłam z Justinem. Tylko on wiedział i nikt więcej nie mógł. Zostałam z tym sama. Tak bardzo teraz potrzebowałam, żeby ktoś mnie teraz przytulił.
Justin's POV
-Nie wiem gdzie ona może być – podrapałem się nerwowo po tyle głowy i westchnąłem. Minęła już połowa lekcji a my dalej szukaliśmy Jen po całej szkole. - Co jeśli pojechała do domu?
-Jenny nie chodzi na wagary, Justin – sapnęła Lena.
-Ze mną chodziła – uśmiechnąłem się do siebie, ale po chwili uśmiech zbladł przypominając sobie, że to koniec.
-Wybaczy ci Justin – pocieszyła mnie Lena, kładąc dłoń na moim ramieniu.
-Wątpię, skrzywdziłem ją – mruknąłem, spuszczając wzrok.
-Wybaczy – powiedziała i posłała mi delikatny uśmiech. To było takie dziwne jeszcze jakiś czas temu ta dziewczyna mnie wręcz nienawidziła a teraz? Wszystko się zmienia.
Do moich uszu doszedł cichy dźwięk jakby ktoś pociągał nosem, odwróciłem się w tą stronę i ujrzałem drzwi prowadzące do szatni.
-Jaką teraz powinnyście mieć lekcje? - zapytałem, marszcząc brwi.
-WF, a co? - zapytała.
-Poczekaj, zaraz wrócę – zostawiłem ją w tyle i wszedłem do środka. Usłyszałem cichy płacz, więc ruszyłem w tamtą stronę. Na końcu szatni, Jenny siedziała na ławce z przyciągniętymi nogami do piersi cicho płacząc w swoje ramiona. Nie potrafiłem jej oglądać w takim stanie, serce kroiło mi się na części, widząc jaka jest przygnębiona, a to wszystko moja wina. Jak ja mogłem do tego doprowadzić? Fala poczucia winy ogarnęła moje ciało. Zbliżyłem się do niej i usiadłem obok niej, chyba wyczuła moją obecność, ponieważ zaczęła wycierać łzy. Położyłem dłoń na jej kolanie.
-Jenny.. - szepnąłem.
Wzdrygnęła się i odsunęła strzepując rękę ze swojego kolana. Spojrzała na mnie spod swoich czarnych rzęs.
-Czego chcesz? - mruknęła.
-Chciałem..
-Wyjdź stąd – warknęła.
-Ale..
-Nie chcę z tobą rozmawiać, odejdź - schowała twarz w swoich ramionach. Po chwili westchnęła i uniosła wzrok.
-Po co tutaj przyszedłeś? - zapytała. - Mówiłam ci, że nie chcę cię widzieć. Nienawidzę Cię, Justin, rozumiesz? - spojrzała na mnie spode łba. Dla mnie już nie istniejesz – powiedziała z jadem w głosie, spojrzała na mnie oczami pełnymi łez.
Te słowa uderzyły we mnie jak skała, tysiące skał. Wiedziałem, że jest pod wpływem emocji, ale część mnie czuła, że te słowa były prawdziwe. Wstałem z miejsca i ruszyłem do wyjścia, po drodze mrucząc pod nosem jakieś przeprosiny.
Jenny's POV
Zbliżał się koniec lekcji. Co chwilę przenosiłam swój wzrok znad zeszytu na zegar na ścianie. Ciche tykanie rozbrzmiewało w klasie, gdy wszyscy w ciszy rozwiązywali zadanie z matematyki. Mijały minuty, a ja coraz bardziej się denerwowałam. Kiedy zadzwonił dzwonek ja ciągle wpatrywałam się przed siebie aż do momentu, gdy Lena stanęła przede mną i ręką zaczęła machać przed moją twarzą.
-Halo, Jenny. Lekcja się skończyła – powiedziała.
-Umm.. Wiem – westchnęłam.
-Coś się stało? - zapytała.
-Oprócz tego, że moje życie to koszmar, to nie, wszystko w porządku – powiedziałam sarkastycznie.
-Głupio pytam – westchnęła. - Może pójdziemy teraz do mnie? Pogadamy, pooglądamy jakiś film – zaproponowała.
-Nie mogę – powiedziałam smutno. Wstałam z miejsca i zaczęłam się pakować moimi wciąż trzęsącymi się rękami. Chciałam ukryć zdenerwowanie i strach, ale to nie jest takie proste.
-Czemu nie możesz? - zmarszczyła brwi.
-Dostałam karę i muszę zostać po lekcjach – westchnęłam i ruszyłam w stronę drzwi, a Lena szła tuż za mną.
-Co zrobiłaś? - zapytała.
-Chciałam po lunchu wrócić do domu, ale Sticks mnie złapała.
-Chciałaś uciec? - zapytała. - Przez Justina?
-Po prostu chciałam się stąd wynieść jak najszybciej, a teraz muszę siedzieć jeszcze dłużej – mruknęłam.
-Posiedzisz tą godzinę w klasie chociaż nie, będziesz miała spokój – pocieszyła mnie.
-Chciałabym, ale wymyślili dla mnie inną karę – przygryzłam wargę.
-Jaką karę? - dorównała mi kroku.
-Miałam wtedy WF i trener wymyślił, że po zajęciach mogę mu pomóc w sprzątaniu sprzętu na sali – odparłam drżącym głosem.
-Że co? - zapytała z szeroko otwartymi oczami.
-No przecież powiedziałam ci – westchnęłam.
-Ale ty nie możesz tam pójść – uniosła głos.
-Lena, nie mam innego wyjścia – wybełkotałam i stanęłam przed drzwiami sali gimnastycznej. - Zobaczymy się później – szepnęłam i weszłam do środka. Wzięłam głęboki wdech i wydech. Muszę jakoś przez to przejść. Przerażenie ogarnęło moje ciało, gdy stał oparty o ścianę czekając na mnie.
_____________________________________________________________
Jak myślicie co dalej będzie z Junny? Co planuje Chris?
Nie planowałam tego, że dodam dzisiaj rozdział bo miał być dopiero pod koniec tygodnia, ale mam teraz wielką wenę i cały czas piszę, więc myślę, że rozdziały będą się pojawiać trochę częściej niż zwykle :) Mam nadzieje, że ten też wam się spodobał.
Jakieś pytania? http://ask.fm/myczekk
Followujcie naszych nowych role-playerów na twitterze:
@JennyWest_OS
@JustinCross_OS
@ChrisWhite_OS
@LenaJohnson_OS
Jeśli jest ktoś chętny do założenia konta jednego z bohaterów wystarczy napisać do mnie na twitterze.
Kocham was, @changemydream
niedziela, 13 października 2013
Rozdział 59 "Brak sił"
Jenny's POV
W sercu pustka. Brakuje mi sił. Od tego całego zdarzenia minęło kilka dni a ja od tamtej pory dalej nie mogę w to uwierzyć. Wszystko spadło na mnie z ogromnym ciężarem. Od tamtego dnia z nikim nie rozmawiałam. Wszystkie te dni i noce przepłakałam w samotności. Jutro będę musiała już wrócić do szkoły. Nie wyobrażam sobie spotkania z tymi wszystkimi ludźmi a przede wszystkim z Justinem. Próbuję o nim nie myśleć, ale nie potrafię. Już wiem jak się czują te wszystkie zdradzone dziewczyny w książkach. Wiem jakie to jest uczucie kiedy twoje serce łamie się na miliony mikroskopijnych kawałeczków. Kiedy tracisz osobę, która była twoim światem, szczęściem, wszystkim co miałaś. Po tym wszystkim nie potrafię normalnie funkcjonować. Wpatruję się tylko tępo w ścianę i próbuję ułożyć sobie wszystko w głowie. Jest coraz gorzej, przestałam cokolwiek czuć. Nie obchodzi mnie głód, nie obchodzi mnie nic co się dzieje dookoła. Wiem, że moja mama próbuje z tatą ze mną porozmawiać, ale tutaj nie ma o czym rozmawiać. Mój telefon ciągle dzwoni, ale nie mam zamiaru go odbierać. Straciłam swoje serce. To tak bardzo boli. Zacisnęłam oczy a kolejne łzy polały się po moich policzkach. Dlaczego on mi to zrobił? Było zbyt idealnie. Ja po prostu nie zasługuję na szczęście. Nie zasługuję na miłość.
Usłyszałam głośne pukanie do drzwi.
-Jenny, masz w tej chwili otworzyć te drzwi! - usłyszałam krzyk zza drzwi, ale nie miałam zamiaru się odzywać. Zaraz tak i tak odejdzie. - Jeśli za chwile nie otworzysz, ściągnę tutaj Andre i może on ci przemówi do rozumu! - westchnęłam zrezygnowana i podeszłam do drzwi, następnie je otworzyłam i wróciłam na swoje łóżko.
-W końcu! - krzyknęła i zamknęła za sobą drzwi. - Czemu nie odbierałaś.. - spojrzała na mnie i zaniemówiła. - Jenny.. - szepnęła.
-Okłamał mnie – spojrzałam na nią a łzy ponownie wypełniły moje oczy.
Nic nie mówiąc podeszła do mnie i mocno przytuliła do siebie.
-Shh.. proszę cię, nie płacz. - szepnęła do mojego ucha, ale było już za późno.
-O-on mnie.. - wzięłam głęboki oddech- osz-oszukał – nie mogłam się wysłowić. Zaczęłam się zanosić płaczem i cała drżeć, a wszystko rozmazało mi się przed oczami. Cały ból i wspomnienia powróciły do mnie z podwojoną siłą.
-Już cicho – przycisnęła mnie do siebie i uspokajająco głaskała mnie po plecach. - Chcesz mi powiedzieć co się stało? - zapytała kojącym tonem.
Pokręciłam przecząco głową i wtuliłam się w nią, ściskając pięści za jej plecami. Dłużej nie zniosę tego bólu to mnie już przerasta.
-Proszę nie zostawiaj mnie – poprosiłam nie wyraźnie przez płacz.
-Jestem przy tobie, Jenny – szepnęła do mojego ucha.
***
-Nie chcę iść do szkoły – mruknęłam cicho do swojej przyjaciółki.
-Twoja mama nie pozwoli ci zostać kolejnego dnia w domu, a po drugie musisz w końcu wyjść do ludzi. Nie polepszy ci się jeśli przez cały czas będziesz siedziała sama w swoim pokoju – powiedziała.
-Nie siedzę tam sama tylko z tobą – przewróciłam oczami.
-Koniec rozmowy, zacznij się szykować – wskazała ręką na łazienkę.
-Ale... - przełknęłam gule w swoim gardle – on tam będzie – dokończyłam ciszej. Przygryzłam wargę a moje oczy znów napełniły się łzami.
-Kochanie proszę cię, nie płacz już. - Nie możesz go unikać całe życie – mruknęła. - Będę cały czas przy tobie i będziemy go unikać, okej? - zapytała, lecz nie dostała odpowiedzi. - Nie spuszczę cię z wzroku ani na sekundę – łzy powoli słynęły po moich policzkach. On też tak mówił. Mówił, że nie dopuści do mnie Chrisa. - Jenny, proszę cię.
Ugięłam się i pomaszerowałam w stronę łazienki. Stanęłam przed lustrem a widok który ujrzałam przeraził mnie. Wyglądałam jak chodzące zombie. Moje oczy były całe spuchnięte a cała twarz blada jak ściana. Włosy były całe potargane i poplątane. Westchnęłam i zamknęłam oczy powoli wypuszczając powietrze. Zrzuciłam z siebie ciuchy i weszłam pod prysznic oblewając swoje ciało ciepłą wodą. Szybko umyłam siebie i swoje włosy. Po krótkim prysznicu zajęłam się swoimi włosami i makijażem. Nałożyłam na siebie podkład, aby nabrać trochę kolorów na twarzy, a następnie podkreśliłam swoje oczy kredką i tuszem do rzęs. Rozczesałam swoje mokre włosy i wysuszyłam. Nie miałam ochoty ich dzisiaj prostować, więc postawiłam na naturalne fale. Wyszłam z łazienki i pokierowałam się do szafy. Ubrałam na siebie szybko bieliznę, prostą czarną bluzkę i jeansy. Zeszłam na dół i zobaczyłam Lenę stojącą już przy drzwiach z moją torbą.
-Jedziemy, zjesz coś po drodze – poleciła mi i otworzyła przed nami drzwi. Wyszłam z domu, a ona zamknęła drzwi na klucz i podała mi go.
-Nie jestem głodna – mruknęłam nie odrywając wzroku od ziemi. Ruszyłam za nią do samochodu.
-Kiedy ostatnio coś jadłaś porządnego? - zapytała.
-A czy to ważne? - wymamrotałam i wsiadłam do środka, zajmując miejsce pasażera.
-Tak, Jen nie możesz się głodzić – spojrzała na mnie karcąco, kiedy już zajęła miejsce obok mnie.
-Cokolwiek – szepnęłam.
Westchnęła zrezygnowana i zapaliła silnik. To będzie długi dzień.
***
-Nie chcę tu być – jęknęłam do Leny, kiedy nadszedł czas lunchu. Właśnie przy stoliku jedząc nasze porcje. Nie miałam ochoty jeść, więc moje jedzenie stało nietknięte.
-Jenny, proszę zjedz coś – poprosiła ponownie.
-Nie jestem głodna – powtórzyłam i odwróciłam wzrok.
-Chcesz się zagłodzić? - zapytała.
-Może.. - westchnęłam i spuściłam wzrok na swoje ręce.
-Lena! - zawołała Emily z końca stołówki i ponagliła ją ręką, gdy tylko obie zwróciłyśmy na nią wzrok.
-Dobra chodźmy dowiedzieć się o co chodzi bo nie da nam spokoju – westchnęła i wstała z miejsca.
-Ja poczekam tutaj i coś zjem, dobrze? - zapytałam.
-Okej, w końcu! - uśmiechnęła się i ruszyła w stronę dziewczyn.
Westchnęłam i spojrzałam na swoją tackę. Myślałam nad tym od czego zacząć najpierw, żeby Lena przestała się mnie czepiać. Usłyszałam odchrząknięcie za moimi plecami.
-Już jem, Lena nie musisz mnie pośpieszać – westchnęłam i sięgnęłam po swoją kanapkę.
-Um.. Nie jestem Leną – mruknął ktoś za mną. Kiedy rozpoznałam ten głos cała zesztywniałam. Nie chciałam odwracać się do tej osoby. Zacisnęłam oczy, modląc się o to, żeby on zniknął.
-Jenny.. - westchnął.
Odwróciłam się powoli w jego stronę z łzami w oczach.
-Proszę cię, zostaw mnie w spokoju.. - szepnęłam a samotna łza spłynęła po moim policzku. Wytarłam ją szybko, odwracając wzrok, aby na niego nie patrzeć.
-Chciałem tylko spytać czy wszystko u ciebie w porządku – zapytał cicho, spuszczając wzrok na swoje buty.
-Poważnie? - prychnęłam. - Nie nie jest w porządku. Jest okropnie! - krzyknęłam, a łzy popłynęły po moich policzkach. - I to wszystko przez ciebie, wiesz? - załkałam. - Zniszczyłeś mnie, Justin – syknęłam nie mogąc powstrzymać wszystkich emocji w sobie. - To wszystko przez ciebie – zaczęłam płakać i schowałam swoją twarz w dłoniach. Różne emocje przepływały przeze mnie a ja już nie wiedziałam co czuć. Byłam zła, zrozpaczona i smutna.
-Przepraszam.. - szepnął.
-Justin! Zostaw ją w spokoju – krzyknęła Lena, zbliżając się do nas.
-Ja tylko..
-Nie obchodzi mnie to. Nie widzisz, że ona cierpi? - powiedziała.
Zacisnął swoje pięści i szczękę. Chciał już coś powiedzieć, ale mu przerwała.
-Po prostu odejdź – powiedziała cicho.
Wstałam z ławki i minęłam ich. Łzy spływały po moich policzkach a ja coraz bardziej przyśpieszyłam kroku.
-Jenny zaczekaj! - zawołała Lenka.
Ruszyłam biegiem przez korytarz, dobiegając do swojej szafki. Chciałam zabrać swoją torbę i wrócić w tej chwili do domu. Otworzyłam ją szybko i jako pierwsza przykuła moją uwagę kartka leżąca na mojej torbie. Wzięłam ją do ręki i przeczytałam „Nie płacz skarbie, nie długo nie będziesz już sama. Sprawię, że o nim zapomnisz.” Przełknęłam wielką gulę w gardle i przeniosłam wzrok w dół na podpis „Chris”
Justin's POV
-Gratuluję ci Justin, nie wiem gdzie ona teraz pobiegła – mruknęła Lena, wychodząc ze stołówki.
-Nie chciałem tego – powiedziałem z poczuciem winy.
-Wiem – westchnęła. - Nie mogłeś jej po prostu powiedzieć prawdy?
-Wiem, że kłamstwo nie jest dobre. Wiem, że ją skrzywdziłem i wiem też, że nigdy mi tego nie wybaczy, ale zrobię wszystko, żeby w końcu była bezpieczna – powiedziałem, przeczesując palcami swoje włosy.
-Nie można było tego rozwiązać w inny sposób? - zapytała.
-Nie, to było jedyne wyjście – westchnąłem i spojrzałem na nią smutno.
________________________________________________________
Skończyłam w końcu pisać ten rozdział, mam nadzieje, że wam się spodoba.
Blog ma już ponad 80 000 wyświetleń! Dzisiaj jak weszłam to aż się zdziwiłam. Dziękuję wam bardzo za to, że dalej ze mną jesteście i motywujecie do dalszego pisania. Kocham was bardzo mocno! To jest na prawdę wspaniałe, dasdgygsadtad *.* <3
Chciałabym was wszystkich zaprosić na moje nowego bloga z opowiadaniem "Diary of life" http://diary-of-lifee.blogspot.com/ Napiszcie w komentarzu co o tym myślicie i czy mam pisać dalsze rozdziały czy nie, to dla mnie bardzo ważne.
Jakieś pytania? http://ask.fm/myczekk
Followujcie naszych nowych role-playerów na twitterze:
@JennyWest_OS
@JustinCross_OS
@ChrisWhite_OS
@LenaJohnson_OS
Jeśli jest ktoś chętny do założenia konta jednego z bohaterów wystarczy napisać do mnie na twitterze.
Kocham was, @changemydream
środa, 9 października 2013
Rozdział 58 "Pozostała tylko pustka"
Jenny's POV
Od Justina:
Musimy porozmawiać...
Do Justina:
Justin, co się z tobą działo? Cholernie się martwiłam! Dobrze, gdzie się spotkamy?
Od Justina:
Przyjdę po ciebie bądź gotowa
Do Justina:
Okej. Kocham Cię, Justin.
Nie odpisał mi, czekam na jego wiadomość już od dziesięciu minut, a on mi nie odpowiedział. Żadnego „Ja też cię kocham”. Może po prostu wyszedł z domu, żeby spotkać się ze mną jak najszybciej i nie miał czasu, żeby odpisać, albo zostawił telefon w domu. Dużo rzeczy mogło mu przeszkodzić w odpisaniu na tą wiadomość. Z pewnością tylko panikuję, ale coś było na rzeczy, a w mojej głowie utknęło jedno pytanie „co się stało Justinowi?”.
Westchnęłam i postanowiłam się przygotować, żeby chłopak nie musiał na mnie czekać. Narzuciłam na siebie bluzę i założyłam trampki. Nie mówiąc nic mamie wyszłam z domu, zeszłam po schodkach na dół i stanęłam przed domem, czekając na Justina. Czułam dziwne uczucie w moim brzuchu. Chyba zaczęłam stresować się tym spotkaniem. Coś mi mówiło, że nie będzie one szczęśliwe, ale z pewnością moja podświadomość źle mi podpowiada i nie potrzebnie się denerwuję. Westchnęłam i zaczęłam się rozglądać aż w końcu go zobaczyłam szedł w moją stronę. Ogromny uśmiech pojawił się na moich ustach, ale po chwili zrzedł, gdy zobaczyłam jak wygląda Justin. Nie był to mój szczęśliwy Justin, był przygnębiony. Z daleka można było zauważyć ciemne worki pod oczami, jakby nie spał od tygodnia. Zaczęłam biec w jego stronę i rzuciłam się na niego, mocno się do niego przytulając, lecz on nie odwzajemnił tego. Odsunął mnie od siebie, a w jego oczach przez ułamek sekundy można było zobaczyć cierpienie, lecz po chwili znów jego twarz wyrażała tylko powagę bez żadnych uczuć.
- Co się stało? - zapytałam.
- Nic - odparł nonszalancko.
- Słucham? Nie odzywałeś się do mnie od tygodnia, nie odpisywałeś nie odbierałeś, nie dzwoniłeś, coś musiało się stać – powiedziałam szybko, wyrzucając ręce w powietrze.
- Mylisz się, Jen. Nic się nie stało – wzruszył ramionami.
- To czemu się nie odzywałeś? - zmarszczyłam brwi.
- Po prostu nie chciałem – powiedział.
Spojrzałam na niego z szeroko otwartymi oczami. O nie, to nie może być mój chłopak, przecież on nigdy by tego nie powiedział. Gdzie się podział ten kochany, romantyczny chłopak, który nie potrafił wytrzymać beze mnie jednego dnia? Łzy nazbierały się w moich oczach, gdy patrzył na mnie tymi pustymi oczami bez ani grama miłości, którą zawsze można było tam znaleźć.
- Justin...
- Jenny, przyszedłem z tobą porozmawiać – przerwał mi.
- Dobrze – skinęłam głową, oczekując aż zacznie.
- Ale nie tutaj, chodźmy gdzieś się przejść – zaproponował.
To nie było zwykłe spotkanie ze zwykłą rozmową, coś się stało. Justin nawet nie chciał mnie dotknąć, pocałować, przytulić. Odrzucił mnie. Przez całą drogę do parku panowała absolutnie niezręczna cisza. Było inaczej niż zwykle, a mnie to cholernie przestraszyło, ponieważ nigdy się tak nie zachowywał, jakbym była mu obca.
- Więc o czym chciałeś porozmawiać? - zapytałam niepewnie, gdy doszliśmy do parku. On stanął przede mną i spojrzał mi w oczy.
- O nas – odparł. Po krótkiej chwili kontynuował – Przez ten cały tydzień nie bez powodu nie kontaktowałem się z tobą. Musiałem wszystko przemyśleć. To poczucie winy już mnie zabija – mruknął spuszczając wzrok na ziemie.
- Jakie poczucie winy? - zmarszczyłam brwi, nie wiedząc o czym on mówi.
- Oszukałem cię, Jenny – mruknął.
- Z czym mnie oszukałeś? - zapytałam, bojąc się odpowiedzi.
- Kłamałem, przez cały czas cię oszukiwałem – wymamrotał łamiącym się głosem.
- Powiedz mi w końcu o co chodzi..
- Nie kocham cię, Jenny – urwał – Nigdy cię nie kochałem – dokończył.
Wpatrywałam się w niego tępo. Nie chciałam tych słów dopuścić do siebie. Poczułam łzy spływające po moich policzkach, a w głowie słyszałam tylko te trzy słowa „Nigdy cię nie kochałem”. Moje serce zaczęło bić coraz szybciej.
- Żartujesz sobie ze mnie prawda? -zapytałam rozpaczliwie, mając nadzieje, że to wszystko jest jego kolejnym głupim żartem.
- Nie żartuje... - westchnął – To wszystko przez ten popieprzony zakład. Powinienem to przerwać, ale nie potrafiłem. Nie powinienem tego tak długo ciągnąć. Byłem głupi, że się na to wszystko zgodziłem. Przepraszam cię – zacisnął oczy i nerwowo przeczesał palcami włosy.
- Justin, jaki zakład, o czym ty mówisz? - zapytałam drżącym głosem.
- Miałem cię po prostu zdobyć... Nie chciałem cię skrzywdzić. Chcę cię po prostu przeprosić, wiem, że nigdy mi tego nie wybaczysz, ale... - urwał – żałuję... Nie chciałem cię skrzywdzić, to nie miało zajść tak daleko – dokończył.
Patrzyłam na niego z zaszklonymi oczami. Nie potrafiłam w tej chwili myśleć, czułam pustkę. Czułam ból w każdej komórce mojego ciała. Czułam jak się rozpadam.
- Te wszystkie słowa były kłamstwem? - zapytałam i spojrzałam na niego zaszklonymi oczami – Te wszystkie cholerne obietnice, że będziemy ze sobą już na zawsze były zwykłym pustym kłamstwem? Te pocałunki, dotyk, wszystko co dla mnie robiłeś było dla głupiego zakładu? - zamknęłam oczy, próbując ułożyć sobie to wszystko w całość.
- Jenny, ja...
- Jak mogłeś mi to zrobić? - zapytałam żałośnie. - Myślałam, że mnie kochasz.
- Jen...
- Myślałam, że mnie kochasz i wierzyłam, że nigdy mnie nie skrzywdzisz... Wiedziałeś, że cierpię, ale to cię nie powstrzymało – powiedziałam załamana. - Dlaczego? Ufałam ci, Justin... -zaszlochałam. - Obiecałeś mi. - czułam, że słabnę i moje nogi zaczynają się pode mną uginać. Tysiące myśli przelatywały przez moją głowę, nie mogłam uwierzyć w to, że on mi to zrobił. Osoba, której bezgranicznie ufałam i którą kochałam całym sercem mogła mnie tak oszukać. Jak on mógł? Zamknęłam oczy kiedy wróciły do mnie wszystkie wspominania związane z Justinem. - To było za piękne, żeby było prawdziwe. Co Justin Cross tak naprawdę by ze mną robił, prawda? Jesteś dla mnie za dobry... - wymamrotałam łamiącym się głosem. Nie zaprzeczył, nic nie powiedział. - Jak ja mogłam być tak głupia – wytarłam ponownie swoje łzy.
- Jenny, proszę cię – spojrzał na mnie smutno.
- Nie chcę cię znać – powiedziałam.
- Wiem, że...
- Nic nie wiesz, Justin. Przez ciebie czuję się jak nic nie warte gówno – załkałam. - Podobała ci się zabawa moimi uczuciami?
- Nie... - mruknął.
- No to po co to zrobiłeś? Mogłeś mnie zostawić w tym cholernym lesie i wiesz co? Teraz wolałabym umrzeć niż kiedykolwiek cię spotkać – krzyknęłam przez płacz. - Nienawidzę cię - syknęłam.
- Wiem, jestem cholernym idiotą. Wiem, że to już koniec i już nigdy mi nie wybaczysz. Zniknę z twojego życia i już nigdy nie będziesz musiała mnie oglądać – zacisnął oczy gdy to mówił, następnie oblizał wargi i ostatni raz na mnie spojrzał, chciał coś powiedzieć, ale go uprzedziłam.
- Żegnaj, Justin – szepnęłam i odwróciłam się do niego plecami. Ruszyłam do domu cała się trzęsąc. Płacz przejął nade mną kontrolę, a cierpienie wypełniło całe moje ciało. Czułam ból i pustkę w sercu. To już koniec, nie znam sensu życia. Chłopak, który był całym moim światem zniszczył wszystko. Mój świat już nie istnieje. Pozostała tylko pustka.
______________________________________________________
Wiem, że z pewnością nienawidzicie mnie przez ten rozdział, ale musiałam to zrobić :(
Dobra wiadomość jest taka, że dodałam prolog do mojego nowego opowiadania "Diary of Life" diary-of-lifee.blogspot.com mam nadzieje, że wam się spodoba.
Jakieś pytania? http://ask.fm/myczekk
Followujcie naszych nowych role-playerów na twitterze:
@JennyWest_OS
@JustinCross_OS
@ChrisWhite_OS
@LenaJohnson_OS
Jeśli jest ktoś chętny do założenia konta jednego z bohaterów wystarczy napisać do mnie na twitterze.
Kocham was, @changemydream
______________________________________________________
Wiem, że z pewnością nienawidzicie mnie przez ten rozdział, ale musiałam to zrobić :(
Dobra wiadomość jest taka, że dodałam prolog do mojego nowego opowiadania "Diary of Life" diary-of-lifee.blogspot.com mam nadzieje, że wam się spodoba.
Jakieś pytania? http://ask.fm/myczekk
Followujcie naszych nowych role-playerów na twitterze:
@JennyWest_OS
@JustinCross_OS
@ChrisWhite_OS
@LenaJohnson_OS
Jeśli jest ktoś chętny do założenia konta jednego z bohaterów wystarczy napisać do mnie na twitterze.
Kocham was, @changemydream
Subskrybuj:
Posty (Atom)